Po obudzeniu się, dość szybko udało nam się przepakować i zebrać swoje rzeczy. Bus był spakowany i gotowy do drogi już po godzinie 8:10, kiedy kończył nam się bilet parkingowy (parking jest bezpłatny od 20:00 do 8:00 rano, więc płacąc za postój wczoraj po południu, kilka minut przeniosło nam się jeszcze na następny dzień).
Wyruszyliśmy bocznymi drogami w kierunku Bolonii. Po drodze, kiedy zatrzymaliśmy się na stacji, na Facebooku odezwała się do mnie Aneta – Polka mieszkająca we Włoszech, która spytała czy nie chcielibyśmy udzielić wywiadu dla portalu, gdzie jest redaktorem. Aneta widziała mój wpis na grupie Polacy we Włoszech, gdzie zapytałem o bezpieczeństwo w miastach, do których jedziemy oraz zapytałem czy ktoś nie chciałby się z nami spotkać lub użyczyć nam kawałka swojego trawnika.
Umówiłem się z Anetą, że odpowiem na wszystkie pytania wieczorem, bo teraz właśnie jedziemy do Bolonii. Jakie było moje zdziwienie, kiedy powiedziała, że jeśli chcemy to możemy się spotkać po 15:00 oraz zaoferowała nam nocleg u siebie. Tak, Aneta mieszka właśnie w Bolonii. Co za zbieg okoliczności!
Przestawiliśmy nawigację na adres Anety, która mieszka trochę na obrzeżach.
Miasto Krzywych Wież
Spod mieszkania Anety, która była jeszcze w pracy, komunikacją miejską udaliśmy się do centrum Bolonii, aby zobaczyć jedną z największych świątyń świata – Bazylikę św. Petroniusza, która mieści się na Rynku. Zwiedzając Bolonię nie mogliśmy oczywiście ominąć dwóch słynnych krzywych wież, postawionych jeszcze w XII wieku. Wieże stawiane przez bogate rody miały charakter mieszkalno-obronny, obecnie jest ich około 20, kilkaset lat temu w szczytowym momencie ich liczba osiągała nawet 180.
Następnie udaliśmy się na najstarszy uniwersytet cywilizacji łacińskiej, założony w 1088 roku Uniwersytet Boloński. Tu studiował między innymi Kopernik. Budynek uniwersytetu jest bardzo ciekawy, w środku mieści się też interesujące muzeum ze zbiorami książkowymi oraz licznymi pomocami naukowymi wykorzystywanymi w przeszłości. Wszystko w podniosłych murach ozdobionych freskami.
Kolejne marzenie z listy spełnione!
Około 17:00 byliśmy znów przy samochodzie. Spotkaliśmy się z Anetą, która zaprowadziła nas do siebie. Wzięliśmy prysznic, a następnie przystąpiliśmy do przygotowania sosu bolońskiego. Zjeść sos boloński w Bolonii to w końcu marzenie znajdujące się na naszej liście! Z racji, że sos boloński przygotowuje się kilka godzin, mieliśmy dużo czasu na rozmowę.
W trakcie dołączyła do nas Aldona – koleżanka Anety. Kiedy nasz sos boloński dochodził sobie na wolnym ogniu, Aneta wzięła się za przygotowywanie włoskich antipasti, takich jak bruschetta, włoskie wędliny czy sery.
Czekając na ragu, rozmawialiśmy oraz próbowaliśmy różnych lokalnych win i likierów, na temat każdego dostając krótki wykład. Może po tej podróży w końcu zaczniemy bardziej znać się na winach?
Sos boloński po około 4 godzinach był już gotowy. Dość późno, bo około 10:00 przystąpiliśmy do jedzenia, podaliśmy go z makaronem tagliatelle. To właśnie do tego makaronu podawany jest najczęściej sos boloński. Zarówno Aneta, jak i Aldona oceniły nasz sos jako bardzo dobry, niezmiernie nas to ucieszyło, szczególnie, że obie mieszkają we Włoszech już około 15 lat.
Około północy Aldona wróciła do domu, a my położyliśmy się spać w pokoju, który przygotowała dla nas Aneta. To był bardzo dobry dzień, niesamowicie cenimy sobie możliwość spotkania z takimi osobami. Aneta i Aldona opowiedziały nam bardzo bardzo dużo o Włoszech i samej Bolonii. Aneta jest zresztą wielką miłośniczką swojego miasta, prowadzi też fejsbukową grupę zrzeszającą Polaków w Bolonii i okolicach.
Dziś przejechaliśmy 160 kilometrów.
