W planach była pobudka o godzinie 5:00 rano. Wczoraj wieczorem, już niemal usypialiśmy przy komputerach i byliśmy bardzo zmęczeni. Kiedy zadzwonił budzik, a za oknem było jeszcze ciemno, zdecydowaliśmy się pospać godzinę dłużej.
O 8:00 spod naszego campingu odjechaliśmy autobusem, który zawiózł nas do portu Punta Sabbioni, z którego popłynęliśmy komunikacją miejską do Wenecji. Cała podróż potrwała około 60 minut.
Spokojna poranna Wenecja
Bardzo lubię Wenecję rano, byłem tu już 12 lat temu i poranek zapamiętałem dokładnie tak samo. Praktycznie brak turystów, większość rzeczy jeszcze zamkniętych i miasto niemal na wyłączność. Mimo iż tym razem była już 9:00, miasto dopiero budziło się do życia.
Spacer prawie pustymi ulicami, a następnie decyzja, że pora zrealizować cel, dla którego przyjechaliśmy do Wenecji. Na naszej liście marzeń znajdował się punkt, który chcieliśmy wykreślić – przepłynąć się Gondolą w Wenecji.
Koszt 30 minut rejsu jest odgórnie ustalony i każda firma gondolierska musi go stosować. 80 euro za całą gondolę, w której może przebywać maksymalnie 6 osób. Był to chyba mój najdroższy wydatek związany z podróżowaniem (wejście w jakieś miejsce, itp.) w życiu. Było jednak warto!
Rano gondole głównie stały, nie było bowiem jeszcze zbyt wielu turystów. Po kanałach odbywał się ruch transportowy (dowożenie towaru do sklepów, itp.) i gondolier mówił, że najlepiej przepłynąć się gondolą w weekend, kiedy taki ruch jest zakazany. My byliśmy jednak zachwyceni, szczególnie małymi wąskimi kanałami, w których panowała kompletna cisza. Niektórzy uważają, że pływanie gondolą jest snobistyczne, według mnie to jednak niesamowite przeżycie, o ile nie zdecydujecie się na taką przejażdżkę w południe, gdy gondole pływają niemal w sznurku.
Wenecja gwarna
Gdy zeszliśmy z gondoli, udaliśmy się ponownie na Plac św. Marka, tym razem był jednak zapełniony turystami, a licząca kilkaset metrów kolejka nieco zniechęcała do wejścia do Bazyliki św. Marka. W kolejce staliśmy około 40 minut, co jak na jej długość było dobrym wynikiem.
Po wizycie w Bazylice udaliśmy się na przechadzkę po mieście. Przeszliśmy niemal całą Wenecję, po drodze odwiedzając różne ciekawe kościoły, malownicze uliczki i interesujące zaułki. Do Wenecji nie wzięliśmy aparatu, mogliśmy więc czuć się w pełni swobodnie, wiedząc, że nic nie musimy. Kiedy bowiem przygotowujemy artykuły na temat jakiegoś miasta, musimy robić wiele zdjęć i dokładnie zwiedzać nawet te miejsca, które nas trochę mniej interesują (aby móc przedstawić Wam naszą opinię o nich).
Powrót
O 15:00, mocno wymęczeni ogromnym upałem oraz pokonanymi kilometrami, zdecydowaliśmy się wrócić na camping. Wróciliśmy w dokładnie ten sam sposób, w jaki przybyliśmy, początkowo płynąc statkiem, a następnie jadąc autobusem.
Godzinę później byliśmy już w campingowym basenie, który na szczęście pomógł się nam ochłodzić.
Na kolację przygotowałem małe kanapki z kupionymi w campingowym markecie wędlinami – prosciutto cotto oraz pikantnym salami. Włoskie wędliny są wręcz obłędne, umieściliśmy je zresztą w artykule Co zjeść we Włoszech.
