Eurotrip #21 Ruin pub na Węgrzech

Nadzieja

Dziś obudziliśmy się około 7:00. Szybkie pakowanie i kilka minut po 8:00 byliśmy już u mechanika wskazanego nam przez spotkanych wczoraj chłopaków na motocyklach. Mechanik był w połowie drogi do sklepu, w którym byłem wczoraj.

Nie spodziewaliśmy się, że będzie miał na stanie część, którą potrzebujemy. Postanowiliśmy jednak spróbować i w razie niepowodzenia jechać do oddalonego od nas o kilkadziesiąt kilometrów Satu Mare. Ku naszemu zaskoczeniu, okazało się, że może jeszcze dziś mieć tę część. Po oględzinach samochodu na kanale i upewnieniu się, że nic poza tym nie zostało uszkodzone, umówiliśmy się na wymianę o 12:30.

Pojechaliśmy do sklepu oraz bankomatu. Prawa poduszka skrzyni biegów wraz z wymianą miała kosztować 227 lejów, czyli około 200 zł. Nie najgorzej.

Po wizycie w sklepie wróciliśmy do mechanika gdzie do około 12:00 czekaliśmy na dostawę części oraz wymianę. Później wszystko poszło gładko i przed 13:00 byliśmy już gotowi do dalszej drogi.

Kraj Langoszy

Ruszyliśmy dalej, kierując się do granicy z Węgrami. Po drodze minęliśmy między innymi Satu Mare, miasto jak wiele innych miast w Rumunii w okresie komunizmu, zostało poddane nieprzemyślanej rozbudowie i w centrum straszy kilka architektonicznych potworków.

Granica rumuńsko-węgierska przeszła nam niemal niezauważalnie. Rumunia nie jest w strefie Schengen (jest krajem kandydującym), ale na przejściu, gdzie opuszczaliśmy kraj, nie było wcale rumuńskiej kontroli. Węgrzy sprawdzili szybko paszporty i w ciągu 10 minut byliśmy na Węgrzech.

Na stacji zakupiliśmy węgierską winietę, niestety mieli jakiś problem z Internetem i dziś nie działały u nich karty. Nie mogłem więc zapłacić naszą kartą Revolut, stacja przyjmowała jednak również płatność w euro (po trochę niekorzystnym kursie, zamiast zapłacić około 10 zapłaciliśmy 12 euro).

Spotkanie w Debreczynie

Debreczyn to miasto, w którym już byliśmy. Mamy tam sporo znajomych, niestety większość z nich obecnie jest w innych miejscach. W mieście, w Ruin Pubie Roncs spotkaliśmy się z dwójką naszych znajomych – Januszem oraz Norbim (Norbi jest kucharzem, pomagał mi między innymi w opracowaniu przepisu na węgierski gulasz). Nie widzieliśmy się już ponad dwa lata, było więc sporo tematów do obgadania.

Wcześniej chcieliśmy iść do hotelu znajdującego się w centrum, gdzie podawany jest bardzo fajny obiad w formie szwedzkiego stołu z dużą ilością tradycyjnego węgierskiego jedzenia. Obiad sprzedawany jest w formie „płacisz raz i jesz ile chcesz”, za jedną osobę należy zapłacić 1500 forintów (niecałe 20 zł). Byłaby to świetna okazja, aby na filmie pokazać Wam trochę węgierskiej kuchni. Niestety, trochę się spóźniliśmy.

Wieczór

Z Debreczyna wyjechaliśmy chwilę po 21:00 zatrzymując się jeszcze w markecie, gdzie zrobiliśmy zakupy na kolację. Nocleg znaleźliśmy na dużym parkingu ze stolikami w miejscu obsługi podróżnych przy węgierskiej autostradzie. Była tu też stacja z łazienką, a z racji, że było już po 22:00 sprawę przepakowania busa zdecydowanie ułatwiły znajdujące się na całym parkingu latarnie.

Oprócz nas na parkingu samochodów osobowych nie było nikogo, znajdujący się obok parking ciężarówek był natomiast cały zastawiony samochodami, z których wiele miało polskie rejestracje. Jesteśmy w końcu całkiem blisko od Polski, niecałe 300 kilometrów.

Dziś przejechaliśmy 166 kilometrów, a dzień zdecydowanie możemy zaliczyć do udanych.

Komentarze

Komentarzy