Dziś wstaliśmy trochę później, niż zakładaliśmy, ale i tak o całkiem przyzwoitej porze. Budzik nastawiony był na 7:00, ale wstaliśmy kilka minut po 8:00. Nie spało się najlepiej, bo noc była bardzo zimna, następnym razem musimy się do tego lepiej przygotować. Na śniadanie zjedliśmy kanapki z Nutellą i wyruszyliśmy dalej.
Castro i galicyjska bieda
Galicja, gdzie jesteśmy od kilku dni, to bardzo ciekawy region. Z wyglądu przypomina trochę Polskę, jest tu sporo iglastych lasów i ogólnie jest dość zielono, jest to region rolniczy i dość biedny. W przeszłości te tereny zamieszkiwali Gallekowie, celtycki lud, który budował okrągłe grody z podwójnymi lub potrójnymi murami. Dziś pozostały po nich ślady w postaci licznych grodzisk, nazywanych castro.
Castro to nazwisko, które możemy kojarzyć z Galicją jeszcze z jednego powodu. Fidel Castro, przywódca rewolucji kubańskiej i wieloletni dyktator Kuby miał galicyjskie korzenie – jego ojciec wyemigrował na Kubę właśnie stąd.
W poszukiwaniu gazu
Gaz, który zabraliśmy ze sobą na wyprawę powoli się kończy (w sumie została nam ostatnia puszka), konieczne więc było uzupełnienie zapasów. Na szczęście Decathlon ma dość wystandaryzowaną ofertę i większość produktów dostępnych w Polsce jest również do kupienia w innych krajach. Właśnie do niego skierowaliśmy się w celu kupienia gazu. Zanim znalazłem gaz, przeszedłem się jeszcze po dziale z deskami surfingowymi i piankami. Zestaw dla początkujących nie jest tak drogi, jak mogłoby się wydawać – deski kosztują od 200, a pianki od 100 euro.
Gaz do naszych kuchenek znalazłem bez trudu, był jednak niemal dwukrotnie droższy niż w Polsce (1,99 euro za puszkę). Wziąłem 5 sztuk.
Park Pasatiempo
Naszym głównym celem na dziś był Park Pasatiempo. Park otworzony w 1914 roku był czymś w rodzaju parku rozrywki, który stworzony został przez dwóch braci, na podstawie ich doświadczeń podróżniczych. Czytaliśmy, że jest to coś w rodzaju parku miniatur, bo znajdziemy tam różne widziane przez założycieli miejsca.
To, co tam zobaczyliśmy przerosło jednak nasze oczekiwania i zdecydowanie porównywanie tego miejsca z parkiem miniatur nie jest na miejscu. Pasatiempo, gdzie byliśmy prawie cały czas jedynymi zwiedzającymi, to świat, który mogliśmy odkrywać. Nie nastawialiśmy się na zbyt wiele, tym bardziej niemal wszystko w nim nas zaskakiwało. Jest to trochę taka bardziej toporna wersja Quinty, którą odwiedziliśmy tydzień temu. Park został zniszczony podczas wojny domowej, a jego renowacji dokonano w latach 80′. Zastanawiamy się czy owa toporność nie jest właśnie związana z renowacją i jak to wyglądało oryginalnie. Nie będę się tu więcej rozpisywał o samym parku. Odkryjcie go z nami oglądając vloga! Możecie również przeczytać przygotowany przez nas artykuł na jego temat.
Autostopowicz, Ragu i Nocleg
Po zwiedzaniu parku, które zajęło nam godzinę dłużej niż zakładaliśmy, postanowiliśmy poszukać noclegu. Zdecydowaliśmy się jechać w kierunku wybrzeża, przez co nadłożymy około 100 kilometrów względem najbardziej optymalnej drogi. Po drodze zgarnęliśmy jednego autostopowicza z Francji, którego podrzuciliśmy parę kilometrów.
Około 17:30 dotarliśmy do sklepu, gdzie zrobiliśmy zakupy na sos boloński, a następnie udaliśmy się na poszukiwania odpowiedniej plaży. Najładniejsza była pierwsza, którą znaleźliśmy z niesamowitym klifem, na którym mogliśmy stanąć. Nie zdecydowaliśmy się jednak na nocleg tam przez ogromny wiatr. Pojechaliśmy na jeszcze trzy kolejne plaże i ostatecznie, chwilę przed 19:00 znaleźliśmy idealne miejsce na parkingu przy jednej z nich.
Na kolację przygotowaliśmy wspomniane wcześniej ragu, które gotowało się dość długo i jedliśmy je już po ciemku, około 21:30. Spać położyliśmy się około 23:00, tym razem bardziej ubrani i lepiej przygotowani na zimno. Dziś przejechaliśmy 182 kilometry.
