Eurotrip #55 Wakacje pod palmami

To była dobra noc. Nie było bardzo gorąco, a przeziębienie nie przeszkadzało mi bardzo we śnie. Z racji, że wczoraj położyliśmy się późno, wstaliśmy dopiero około godziny 8:30. Kasia na śniadanie zjadła kaszę kuskus z gruszkami, ja musli, które wozimy ze sobą jeszcze z Polski.

Orxata de xufa

Z miejsca noclegowego zwinęliśmy się około godziny 12:00. Pojechaliśmy na pobliską stację skorzystać z toalety i uzupełnić wodę. Jeśli będziecie w Hiszpanii, zdecydowanie polecamy Wam stacje Repsol. Łazienki tam są zazwyczaj czyste, znajdują się też na nich bezpłatne punkty poboru wody i kompresory.

Następnym celem był sklep, gdzie kupiliśmy wodę oraz pochodzący z Walencji napój orxata de xufa (czyta się to mniej więcej tak: orciata de czufa). Jest to napój wyglądający jak mleko, obok mleka zresztą znajdziemy go w sklepie. Orzeźwiający zimny napój o specyficznym smaku wytwarzany jest z migdałów ziemnych. Zazwyczaj sprzedawany jest w szklanych butelkach 750 ml, które kosztują 1,5 – 2 euro. Jest także sprzedawany w kartonach. Mi posmakował tak średnio, Kasi przypadł do gustu o wiele bardziej.

Gredas de Bolnuevo

Naszym kolejnym celem były piękne formacje skalne ukształtowane przez procesy erozji wietrznej i wodnej – Gredas de Bolnuevo. Przypominają trochę świętokrzyskie Skałki Piekło, są jednak dużo większe i znajdują się niemal nad samym morzem!

Miejsce zdecydowanie jest niezwykłe. Początkowo chcieliśmy spać koło skałek, jednak kiedy dojechaliśmy na miejsce wiele znaków informujących o zakazach namiotów, przyczep i kamperów odwiodło nas od tego 🙂

Nocleg po palmami

Ruszyliśmy do innego upatrzonego miejsca. Po drodze zatrzymaliśmy się w Lidlu po pieczywo i inne małe zakupy. Około 20:00 byliśmy na plaży w Las Palmeras obok San Juan de los Terreros. To miejsce nas oczarowało. Pierwszy raz mogliśmy zaparkować na plaży tuż obok palmy.

Podjęliśmy nawet próby rozłożenia hamaka, który dostaliśmy od świetnej polskiej firmy Lesovik. Niestety, szybki zachód słońca pokrzyżował nasze plany.

Kolację zjedliśmy na dachu busa. Tym razem składały się na nią oliwki (kupione jeszcze w Torrevieja), twardy ser Manchego, mini chorizo, bagietka z oliwą oraz smażone nuggetsy (kupione zamrożone za 2 euro w Lidlu).

Spać poszliśmy około godziny 23:00. Dziś przejechaliśmy 134 kilometry.

Komentarze

Komentarzy