Eurotrip #53 Co jest na hiszpańskim bazarze

Wstaliśmy planowo chwilę przed 8:00, aby pół godziny później wyruszyć na odbywający się w Torrevieja dwa razy w tygodniu targ. Spało nam się bardzo dobrze, bo noc nie należała do najbardziej upalnych (pewnie około 23-24 stopni). Na targ zabrał nas Grzegorz, nie planowaliśmy jakichś większych zakupów, spodziewaliśmy się jednak, że może tam zaskoczyć nas wiele rzeczy.

Hiszpański targ: oliwki, sery, suszony tuńczyk i Turron

Podobnie jak w Mołdawii, gdzie po targu oprowadzał nas ksiądz Krzysztof, tak i tu od razu w oczy rzuciło się sporo różnic. Targ był bardzo duży, najbardziej ciekawiła nas na nim część spożywcza – duża liczba owoców, niektóre z nich widzieliśmy chyba pierwszy raz w życiu. Kupiliśmy zresztą jeden owoc, którego nazwy nie znaliśmy i nie wiedzieliśmy kompletnie co to jest. Dzięki naszym obserwującym na Instagramie szybko dowiedzieliśmy się, że jest to opuncja kaktusa!

Na bazarze mieliśmy okazję spróbować wielu rodzajów sera, zdecydowaliśmy się nawet na zakup niewielkiego kawałka jednego z nich. Kolejnym dłuższym przystankiem było stoisko z oliwkami, gdzie sprzedawano kilkanaście rodzajów oliwek, których można było spróbować. Oliwki małe, duże, nadziewane czosnkiem, ostrymi papryczkami, a nawet nadziewane mini ogórkami. Z racji, że trochę na tym stanowisku popróbowaliśmy różnych rzeczy, również zdecydowaliśmy się na zakup, aby sprzedawca nie czuł się stratny. Wybór padł na oliwki czosnkowe.

Niezwykle ciekawe okazały się również stoiska ze słodyczami – w szczególności to, na którym można było spróbować tutejszego przysmaku – Turron, w kilkunastu odmianach. Podobnie jak na stanowisku z oliwkami, tu również kupiliśmy jeden z Turronów.

Oprócz tego mieliśmy okazję spróbować suszonego tuńczyka. Kasia, której sprzedawca włożył do ręki kawałek ryby była trochę przerażona. Ryba była jednak bardzo dobra!

Churrosy

Przed wyjazdem zdecydowaliśmy się na zakup innego tutejszego przysmaku. Churrosy to smażone w głębokim tłuszczu słodycze, w formie długiego kawałka ciasta o przekroju gwiazdy. Smażone są na bieżąco i zazwyczaj jedzone są po umoczeniu w czekoladzie lub kawie. My zdecydowaliśmy się na wersję z kawą. Kasi i Grzegorzowi bardzo nie smakowały, na mnie nie wywarły jakiegoś wielkiego wrażenia, ale uważam, że nie były złe i z pewnością po powrocie do domu przygotuje dla Was na nie przepis. Przy okazji chciałbym poinformować, że churrosy zdetronizowały węgierskiego langosza i zabrały mu tytuł najtłustszej potrawy świata.

Kup sobie palmę

Z targu wybraliśmy się do sklepu z… palmami! W Hiszpanii popularne są sklepy ogrodnicze, gdzie zakupić można sobie wszystko, co potrzebne do ogrodu, w tym również roślinki. Mówiąc roślinki mam na myśli również kilkumetrowe palmy (najdroższa jaką znaleźliśmy kosztowała 1000 euro).

Wizyta tam to było zdecydowanie ciekawe doświadczenie – kaktusy, palmy i inna ciekawa roślinność, często w dość dużych rozmiarach (np. pokaźnych rozmiarów fikus benajmina, który kosztował 2500 euro). Naszą ciekawość wzbudziły też ciężkie kamienne meble ogrodowe.

Różowe Jezioro

Ze sklepu wróciliśmy do domu, gdzie Gosia czekała na nas z obiadem. Później wspólnie wybraliśmy się nad Różowe Jezioro Torrevieja, aby obejrzeć widowiskowy zachód słońca. Niestety, niebo było bezchmurne i bardzo niebieskie, przez co jezioro nie wydawało się tak różowe jak zazwyczaj.

Wieczór spędziliśmy w domu na rozmowach. Spać poszliśmy dość późno, bo parę minut po godzinie 1:00.

Komentarze

Komentarzy