Z łóżka zebraliśmy się trochę przed 8:00. Na parkingu, który w nocy był pusty, zaczynało robić się trochę tłoczno, nadal było jednak sporo wolnych miejsc. Szybkie śniadanie – kanapki z nocciolatą (coś jak Nutella) i już jesteśmy w drodze. Dziś czeka nas wiele godzin jazdy, chcemy dotrzeć do oddalonego o prawie 300 kilometrów Monako i spać gdzieś w jego okolicach. Jazda po wybrzeżu nie jest zbyt szybka, dlatego nawigacja pokazuje, że na miejscu będziemy za prawie 10 godzin.
Zmiana krajobrazu
Krajobraz zaczął się lekko zmieniać, połączone góry i wybrzeże, mimo iż nie są łatwe do szukania noclegu na dziko, razem wyglądają naprawdę pięknie. Po drodze do Genui zatrzymaliśmy się przy jednym z punktów widokowych, z którego dobrze było widoczne oddalone o kilka kilometrów morze.
Następny przystanek to Lidl na obrzeżach Genui. Tym razem do jedzenia kupiliśmy małe kulki mozzarelli, pizze na kawałki sprzedawane w Lidlu oraz pistacjowe lody. Pizze w Lidlu przypominają nieco te na kawałki, są na dość grubym cieście i pozwalają się najeść. W odróżnieniu od polskich wypieków, tu od razu rzuca się w oczy spora ilość sera – mozzarelli oraz dużo bardzo dobrego sosu pomidorowego. Włoskie pomidory są bardzo dobre, stanowią świetną podstawę do każdej pizzy. Sos pomidorowy do pizzy przygotowuje się tu bez zbędnych kombinacji czy gotowania, przepis możecie znaleźć tutaj.
Genua
Genuę oglądaliśmy z okien samochodu, jest tu sporo ciekawych epokowych budynków oraz bardzo dużo skuterów i różnych wiaduktów. Te ostatnie niestety nie wyglądają zbyt solidnie, szczególnie kiedy pamięta się katastrofę, która wydarzyła się kilka dni temu.
Od Genui jechaliśmy już cały czas wzdłuż wybrzeża. Ludzi na plażach było bardzo dużo, początkowo myślałem czy nie zatrzymać się gdzieś na przerwę nad wodą. Kasia mówiła, że nie jest zmęczona, uznaliśmy więc że będziemy jechać do miejsca docelowego. Planowaliśmy dziś spać jeszcze we Włoszech, ale już blisko Monako.
Około 18:00 odezwała się do nas Pani Małgorzata, która została oznaczona przez znajomego w naszym poście na Facebooku, w którym pytaliśmy czy ktoś użyczyłby nam lodówki, kieliszków oraz ogrodu, abyśmy mogli przygotować odcinek o włoskich drinkach. Umówiliśmy się na jutro, zmieniając swoje plany i decydując, że zanocujemy gdzieś w okolicach Imperii (1,5 godziny drogi od Monako).
Nocleg
Około 19:00 znaleźliśmy chyba najlepszy dotychczasowy nocleg. Niewielki, powoli pustoszejący parking obok kamienistej plaży, wydawał się idealny. Busa ustawiliśmy wzdłuż drogi, a następnie poszliśmy do wody. Później siedzieliśmy na dachu naszego samochodu wpatrując się w fale oddalonego o kilka metrów od nas morza, jedząc chipsy i pijąc niezbyt dobry aperitif (kosztował 2 euro za butelkę, więc nie można od niego wymagać zbyt wiele).
Kiedy zaszło słońce, z dachu świetnie było widać bardzo jasnego Marsa oraz gwiazdy, które namierzaliśmy za pomocą aplikacji z mapą nieba na telefon.
Spać położyliśmy się około północy. Dziś, mimo iż w samochodzie spędziliśmy cały dzień, przejechaliśmy tylko 251 kilometrów.
