Eurotrip #37 Chemiczne karaiby – najbardziej niebezpieczna włoska plaża

Dziś Kasia wstała chyba dwie godziny przede mną. Ja obudziłem się dopiero o 9:00, ona była wtedy już po prysznicu oraz śniadaniu. Wczoraj poszedłem spać trochę później, bo wciągnąłem się w temat naszego dzisiejszego celu – białej chemicznej plaży w Rosignano-Solvay.

Około 10:00, po spakowaniu busa wyruszyliśmy właśnie w kierunku tej oddalonej o jakieś 40 kilometrów plaży.

Toksyczne Karaiby

Biała, mogłoby wydawać się rajska, plaża w Rosignano-Solvay często umieszczana jest w katalogach biur podróży, przyjeżdża tu też wielu turystów z całego świata. Wszystko za sprawą jej karaibskiego wyglądu, piasek jest tu biały, a woda niezwykle niebieska, co nie jest charakterystyczne dla włoskiego wybrzeża (w większości dość ciemny piasek, kamyki).

Biała plaża nie jest jednak wytworem natury, a znajdującej się tu fabryki sody – Solvay. Fabryka została założona w latach 20′ XX wieku przez duńskiego przemysłowca Ernesta Solvaya. Na jego cześć miasto zmieniło później nazwę i z Rosignano przekształciło się w Rosignano-Solvay.

Fabryka zlokalizowana niedaleko morza, wykorzystuje go do zrzutu pozostałości po procesie produkcji sody. Za biały piasek odpowiada kreda, która stanowi 90% spuszczanych zanieczyszczeń. Oprócz niej, według organizacji ekologicznych, do wody dostawały się również ołów, rtęć czy amoniak. Duży wyciek tego ostatniego miał miejsce 29 sierpnia 2017 roku.

W 2003 roku fabryka zobligowała się do zaprzestania spuszczania do wody rtęci. Czy tak się stało? Tego niestety nie wiemy.

Wiele zakładów Solvaya na świecie zostało zamkniętych pod koniec XX wieku, właśnie ze względu na zanieczyszczenie środowiska. Jeziora Onondaga w USA, gdzie znajdowała się podobna fabryka Solvaya, zostało uznane za najbardziej zanieczyszczone jezioro USA.

Nas na plaży (która z daleka wygląda pięknie) zaskoczył tłum ludzi, ciekawe czy kąpią się tu świadomie i czy nikt z nich nie zastanowił się dlaczego koło tak pięknej plaży są kominy fabryki.

Poparzenie przez meduzę

Po wizycie na Toksycznych Karaibach udaliśmy się do marketu w znajdującej się trochę na południe miejscowości Cecina. Po zakupach, naszym kolejnym celem był znaleziony wcześniej na park4night nocleg – niewielki lasek, parking 200 metrów od plaży.

Kiedy tam podjechaliśmy okazało się, że wolnych miejsc prawie nie ma. W rogu znaleźliśmy jednak skrawek terenu, na którym mogliśmy zostawić busa. Przebraliśmy się i ruszyliśmy na plażę. W lesie, który oddzielał parking od plaży był zakaz biwakowania i zakaz campingu, Włosi nic sobie jednak z tego nie robili. Na odcinku 200 metrów widzieliśmy ze 20 rodzin czy grup znajomych piknikujących na przyniesionych ze sobą stolikach. Dziś w końcu Ferragosto – najważniejsze włoskie letnie święto.

Na plaży nie spędziliśmy zbyt dużo czasu, nie była zbyt ładna i była mocno zatłoczona. Ja trochę popływałem, Kasia gdy tylko weszła do wody, została chyba lekko poparzona w nogę przez meduzę. Morze spełniło jednak swoje zadanie, pozwoliło nam się ochłodzić!

Nocleg

Około 18:00 samochodów zaczęło ubywać, zrobił się już taki luz, że mogłem przystąpić do przygotowywania kolacji. Nie chcieliśmy, aby bazylia i pomidory się zmarnowały, więc wybór padł na bruschetty z pomidorami i bazylią. To bardzo proste i dobre danie, spróbujcie zrobić je sami wykorzystując nasz przepis.

Po kolacji Kasia siedziała w busie, ja zaś na dachu. Oboje mieliśmy trochę roboty. Spać poszliśmy około 22:00. Było dość głośno, wszędzie dookoła odbywały się imprezy. Około północy zbudziły nas fajerwerki, kompletnie zapomnieliśmy o włoskim święcie. Uznaliśmy, że zanim zdążymy dojść do plaży minie z 10 minut i pewnie zaraz skończą strzelać. Strzały trwały jednak dłużej, około pół godziny, wśród nich było słychać bardzo głośne (takie jak z armaty). Niestety, przez drzewa nic nie widzieliśmy i ostatecznie żałowaliśmy, że nie poszliśmy na plażę.

Noc była dość gorąca i duszna, nie mogłem więc za bardzo usnąć. Pewnie sen dopadł mnie dopiero około godziny 2:00. Dziś przejechaliśmy 67 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy