Eurotrip #24 Metalkovo – miasto ćpunów i artystów

Poranek

Wstaliśmy około 9:00, całkiem nieźle, biorąc pod uwagę to że, położyliśmy się spać około 3:00. Noc nie była bardzo duszna i gorąca, więc spało się nam dobrze.

Z racji, że Janez jechał swoim samochodem na zakupy, wybrałem się z nim. Ulubionym sklepem naszego gospodarza jest Hoffer, który w Polsce występuje pod nazwą Aldi. W Słowenii, wiele produktów w tym sklepie pochodzi właśnie ze Słowenii, dlatego często wybierają go patrioci gospodarczy.

Z racji, że mogliśmy skorzystać z lodówki, kupiłem duże opakowanie jajek, boczek (ten w Słowenii różni się trochę od naszego, ma cieńsze plastry oraz więcej tłuszczu i sprzedawany jest pod nazwą slanina) oraz sok pomarańczowy.

Lublana

Po śniadaniu, Janez jechał do pracy w kierunku centrum, powiedział, że podrzuci nas do Ogrodu Botanicznego, skąd mieliśmy udać się na Wzgórze Zamkowe.

Wcześniej pokazał nam jeszcze kilka ciekawych miejsc, znajdujących się dalej od centrum oraz zabrał nas do swoich teściów, którzy mają bardzo zadbane gospodarstwo (hodują kucyki oraz kilka ozdobnych ptaków, a w przeszłości prowadzili większą farmę).

Z Wzgórza Zamkowego przeszliśmy przez most ze smokami na starówkę, po której trochę pospacerowaliśmy. W tym czasie pomogliśmy pewnemu starszemu Francuzowi, który się zgubił. Generalnie, stolica Słowenii jest miastem bardzo spokojnym, ułożonym i pełnym zieleni. Niektórzy uważają ją za nudną, nam jednak bardzo się podobała.

Metalkova Mesto

Ze starówki udaliśmy się do dzielnicy, w której byliśmy wczoraj w nocy. Metalkova Mesto to alternatywna dzielnica, znajdująca się w północnej części Lublany, podobna nieco do duńskiej Christianii czy wileńskiego Zarzecza.

Squot, który dał początek dzielnicy, powstał w 1993 roku, kiedy to miejsce opuściła jugosłowiańska armia. Dziś pełne jest graffiti oraz osobliwych instalacji artystycznych. Mieszczą się tu też kluby, bary i siedziby kilku lewicowych organizacji. W tym miejscu słowa punk’s not dead zdecydowanie nadal są aktualne.

Z racji, że mamy na stronie artykuł o Zarzeczu, uznaliśmy, że temat Metalkowa Mesto również będzie ciekawy. Zrobiliśmy wiec trochę zdjęć i zebraliśmy nieco materiałów do artykułu oraz vloga i ponownie udaliśmy się w kierunku centrum.

Pljeskavica i deszczowy powrót do domu

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze, aby coś zjeść. Wczoraj już zdecydowaliśmy, że skoro będziemy coraz dalej Bałkan, to warto zjeść pljeskavicę. Trochę na obrzeżach starówki zamówiliśmy więc jedną dużą pljeskavicę gurmańską, która kosztowała prawie 7 euro, ale pozwoliła najeść się nam obojgu. Pljeskavica była dobra, chociaż nie tak dobra jak ta z tego przepisu.

Około 17:00 byliśmy umówieni z Janezem, który miał wracać do domu. Szliśmy na umówione miejsce spotkania, po drodze wstępując do sklepu po wodę. Ładna pogoda momentalnie zmieniła się w ulewę i 30 minut spędziliśmy pod dachem marketu.

Z racji, że nie przestawało padać, wiedzieliśmy, że nie zdążymy dotrzeć na miejsce spotkania. Zadzwoniliśmy do naszego gospodarza, który powiedział, że po nas podjedzie. Po kilku chwilach byliśmy już w jego samochodzie.

Grill u Janeza

Wieczorem Janez z żoną zaprosili nas na grilla, którego pomogłem rozpalać. W ogrodzie spędziliśmy wspólnie kilka godzin na rozmowach o podróżach i innych sprawach. Janez odwiedził niemal wszystkie kraje, w których byliśmy. Wiele z nich widział podczas międzynarodowych turniejów tańca ludowego, na które jeździ z zespołem, w którym trenuje od lat 80′.

Grill w Słowenii różni się nieco od tego w Polsce, szczególnie rodzajem przygotowanego na nim mięsa. Z potraw grillowych najpopularniejsze są nie kiełbasy, a przygotowywane z mielonego mięsa bałkańskie cevapcici i inne podobne potrawy z mięsa mielonego (polecamy artykuł Co zjeść na Bałkanach).

Spać położyliśmy się około północy. Tego dnia nasz bus nie przejechał ani kilometra.

Komentarze

Komentarzy