Pożegnanie z Mołdawią
Wstałem dziś wyjątkowo późno, bo dopiero około godziny 9:00. Wczoraj na początku padało, w busie było więc dość duszno i zasnąłem dopiero po otworzeniu szyberdachu.
Szybko zwinęliśmy się z miejsca, w którym spaliśmy i ruszyliśmy w kierunku Bielców. Kasia trochę źle się czuła. W Bielcach zrobiliśmy zakupy i zjedliśmy śniadanie, ja placintę, a Kasia jogurt (wcześniej jadła jeszcze mleko skondensowane). Kupiliśmy też lawasz, wodę na drogę oraz z myślą o przyszłości, dwa wina musujące oraz dwie butelki koniaku, które świetnie będą nadawały się na prezent. Mołdawski, a właściwie Naddniestrzański koniak, jest doceniany za wysoką jakość.
Niestety, w miarę zbliżania się do granicy, dolegliwości jelitowo-żołądkowe nie ustawały. Zmusiły nas do postoju na stacji benzynowej, kilka kilometrów od granicy z Rumunią. Kasia nie czuła się w 100% pewnie, nie chcieliśmy więc ryzykować tego, że choroba zaatakuje gdzieś na granicy, podczas kontroli paszportowej. Na stacji spędziliśmy około trzech godzin i ruszyliśmy dalej.
Za przejazd przez granicę, a właściwie most na granicy, musieliśmy zapłacić 40 lejów (ok. 8 zł). Kontrola z obu stron poszła dość sprawnie, nie musieliśmy też długo czekać (przed nami były 2 czy 3 samochody). Wszystkie procedury zamknęliśmy w 40 minutach.
Rumuński Lidl
Jedną z rzeczy, których brakowało nam przez ostatnie dni, były normalne sklepy. W Mołdawii, najbardziej popularne małe sklepy są słabo wyposażone i wybór w nich jest niewielki. Nawet w markecie ciężko kupić bułki (dostępny jest raczej chleb), a duża część nabiału pochodzi z Polski.
W Rumunii kilkadziesiąt kilometrów po przekroczeniu granicy, trafiliśmy przypadkiem na Lidla. To chyba sieć sklepów, w której najczęściej robimy zakupy podczas podróży. Lidle w wielu krajach należą do najtańszych sklepów, mają zawsze w ofercie podstawowe produkty, takie jak warzywa, owoce, nabiał czy wędliny oraz można znaleźć w nich też sporo produktów lokalnych (szczególnie np. we Włoszech). Kupiliśmy bułki, szynkę oraz ser z myślą o nadchodzącej kolacji i wyruszyliśmy dalej.
Nocleg
Nocleg znaleźliśmy w miejscu, które upatrzyliśmy sobie wcześniej w aplikacji park4night. Spora polana znajdująca się nieopodal miejscowości Gura Humorului, tuż przy rzece Moldova, powinna być świetną bazą do planowanego na jutro wypadu do malowanego klasztoru Humor oraz kopalni soli Kaczyka, której początki związane są z górnikami przybyłymi tu z opisywanej przez nas kopalni soli w Bochni.
Na kolację zjedliśmy kanapki oraz lawasza z topionym serem i szynką. Około godziny 21:00, ładna i słoneczna pogoda dość szybko się zmieniła i musieliśmy schować się w busie przed ulewą. Na szczęście wszystko zdążyliśmy rozłożyć jeszcze przed burzą.
Tego dnia przejechaliśmy 310 kilometrów.
