Eurotrip #62 Jedyne dzikie małpy w Europie

Pobudka o 7:00, szybkie pakowanie oraz płatki owsiane na śniadanie i zmierzamy na podbój Gibraltaru! Dziś chcieliśmy wyjechać wcześnie nie tylko ze względu na turystów, ale ogólny problem z parkowaniem na Gibraltarze. Chcieliśmy skorzystać z bezpłatnego parkingu przy kolejce linowej, który jest doskonałym punktem startowym do wejścia na skałę.

Na drodze ruch był bardzo niewielki, Hiszpania dopiero budziła się do życia. W końcu wschód słońca był dopiero po godzinie 7:00. Przejechanie granicy hiszpańsko – gibraltarskiej poszło nam również bardzo szybko, okazaliśmy dokumenty i bez żadnej kolejki przejechaliśmy dalej.

Na parkingu było jeszcze kilkanaście wolnych bezpłatnych miejsc. Parking podzielony jest na trzy strefy, jedna bezpłatna jest tylko dla mieszkańców, druga bezpłatna dla wszystkich, a na trzeciej obowiązują opłaty za parkowanie.

Na podbój skały Gibraltarskiej

Pogoda nie była najlepsza, było dość ciepło, ale kropił lekki deszcz. Początkowo, zwiedzeni błędnymi podpowiedziami map Google szliśmy przez około 300 metrów pod górę, stromą ślepą uliczką. Później znaleźliśmy jednak właściwą drogę i po przejściu około kilometra byliśmy pod wejściem do rezerwatu i kasami biletowymi. Wejście do parku kosztuje 5 funtów lub 6 euro, w przypadku gdy chce się zwiedzać jedynie atrakcje przyrodnicze, bilet zawierający w sobie atrakcje historyczne i jaskinię św. Michała kosztuje 10 funtów lub 12 euro. My wybraliśmy tą tańszą opcję i za bilet zapłaciliśmy za pomocą karty Revolut w funtach (ściągnęło nam z salda w euro, ale po przeliczeniu i tak było to korzystniejsze, bo bilet kosztował nas około 5,2 euro).

Trekking odbywał się po dobrym podłożu, z racji, że nasza kondycja nie jest jednak najlepsza, był trochę męczący. Przeszliśmy między innymi przez wiszący most, który na szczęście był otwarty (pan w kasie biletowej mówił, że przez pogodę może zostać zamknięty), a następnie stromymi schodami szliśmy w towarzystwie Makaków – jedynych dzikich europejskich małp, aż do górnej stacji kolejki linowej.

W małpim gaju

Kiedy dotarliśmy w okolice górnej stacji kolejki linowej, byliśmy wręcz w małpim gaju. Otaczało nas przynajmniej kilkanaście różnej wielkości małp, a oprócz nas, przez pierwsze 20 minut nie było tu innych turystów. Małe małpki są bardzo skore do zabawy, czasem skaczą ludziom na głowę (kierowcy taksówek często zachęcają je do tego orzeszkami). Nam bez przekupowania małpek udało się je przekonać do tego, aby trochę po nas pochodziły. Jedna z nich weszła nawet na moje ramię i plecak i siedziała tak przez kilka minut, kiedy ja mogłem normalnie sobie chodzić.

Później zaczęło pojawiać się coraz więcej taksówek z turystami, małpki kuszone orzeszkami straciły zainteresowanie nami. Zaczęła się psuć pogoda, uznaliśmy więc, że nie będziemy dalej czekać na jej poprawę i schodzimy na parking. Początkowo chcieliśmy poczekać trochę aż się trochę rozjaśni, niestety pogoda zamiast się poprawić to się pogarszała. Na szczęście, inne atrakcje takie jak Skywalk czy panoramę z góry mieliśmy okazję oglądać w 2015 roku. W tym roku przyjechaliśmy głównie dla małpek.

Main Street

Gibraltar słynie z niskich cen, podatki są tu niższe niż w Wielkiej Brytanii, dlatego turyści chętnie robią zakupy, kupując głównie wysokoprocentowy alkohol. Jednym z miejsc, gdzie można zrobić zakupy jest Main Street (ang. główna ulica). My poszliśmy na nią w poszukiwaniu znaczków pocztowych, które po wielu próbach udało się w końcu znaleźć. Sama ulica jest dość spokojna, jest na niej sporo barów w angielskim stylu. Ze względu na pogodę mieliśmy wrażenie, jakbyśmy przenieśli się na Wyspy Brytyjskie. Wrażenie to spotęgowała również wizyta w sklepie, gdzie, aby nabrać energii po kilkunastu kilometrach marszu, kupiliśmy sobie angielskie czekolady i batony.

Wielkie chipsy i brytyjskie zakupy

Przed wyjazdem z terytorium Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, wybraliśmy się jeszcze na zakupy do znajdującego się obok lotniska marketu Eroski. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, znaleźliśmy tu wiele produktów, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy (w 2015 roku kiedy byliśmy na Gibraltarze, nasza podróż była tak niskobudżetowa, że rzadko odwiedzaliśmy sklepy i jedliśmy głównie zabrane z Polski zapasy).

Nocleg

Pogoda była nienajlepsza, byliśmy już dość zmęczeni, ale uznaliśmy, że przejedziemy około 300 kilometrów i poszukamy noclegu nad brzegiem oceanu, w okolicach Huelvy. Na miejsce dotarliśmy około 30 minut po zmroku. Parking przy plaży nie należał do najładniejszych, nie pachniał też jakoś świetnie. Bardzo zmęczeni rozłożyliśmy jednak łóżko i szybko poszliśmy spać.

Dziś przejechaliśmy 360 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy