Eurotrip #84 Oceaniczne gejzery

Obudziliśmy się chwilę po godzinie 8:00. Postanowiliśmy, że poczekamy do otwarcia łazienek i pryszniców (według rozpiski od 11:30), więc po śniadaniu i spakowaniu busa zabraliśmy się za pracę. Niestety, o 11:30 łazienki były nadal zamknięte (mimo iż wczoraj otwarto je tuż po godzinie 11:00). Postanowiliśmy trochę poczekać, Hiszpanie nie słyną bowiem z punktualności. Kiedy o 11:45 łazienki nadal były zamknięte postanowiliśmy jechać.

Nowy sklep i cydrowe zakupy

Pojechaliśmy do oddalonego o kilka kilometrów od naszego noclegu miasta, gdzie udaliśmy się na zakupy do marketu sieci Alimerka. To występująca tylko w znajdujących się na północy Hiszpanii wspólnotach autonomicznych, sieć marketów pochodząca z Asturii. W sklepie uważnie oglądaliśmy towary, które trochę różniły się od tych z południa. Nowa sieć to również nowe produkty – kupiliśmy chorizo iberico (z czarnej świni), w sklepie na półkach pojawił się również niewystępujący na południu cydr.

Postanowiliśmy zrobić zapasy i kupiliśmy 3 butelki, które chcemy zabrać ze sobą do Polski. Zrobiliśmy to nie w markecie, a w znajdującym się na przeciwko sklepie, który specjalizował się w serach i cydrach właśnie.

Bufones de Arenillas

Po kilkudziesięciu minutach jazdy, dotarliśmy w miejsce, gdzie występuje ciekawe zjawisko przyrodnicze. Oceaniczna woda, kanałami powstałymi na skutek erozji wodnej oraz wietrznej, dociera kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu, gdzie tworzy jakby oceaniczne gejzery.

Im wyższy jest poziom oceanu oraz fale, tym „gejzery” są mocniejsze. Kiedy dotarliśmy na miejsce, stan oceanu był jeszcze niski. Spędziliśmy tam około 4 godzin, czekając aż poziom oceanu się podwyższy i będziemy mogli zobaczyć efektowne wodne rozpryski. Wcześniej słyszeliśmy jedynie bardzo głośny wiatr.

Nocleg

Przed poszukiwaniem noclegu zajechaliśmy jeszcze do jednego ze sklepów, aby zrobić małe zakupy na kolację. Ser topiony, tortilla i szynka posłużyła nam do zrobienia czegoś w rodzaju tostów. Podobną potrawę robiłem pierwszego dnia w Rumunii – był to lawasz z serem, tutaj ze względu na brak lawasza, musieliśmy zadowolić się tortillą.

Do miejsca noclegowego, którym była kolejna area recreativa, jechaliśmy około godziny. Kiedy dojechaliśmy było już ciemno, na szczęście można było zaparkować przy samym stoliku. Zrobiłem kolację, rozpakowaliśmy busa i umyliśmy się dzięki dostępnemu tam kranikowi z wodą.

Spać poszliśmy około 23:00. Dziś przejechaliśmy XXX kilometrów.

Komentarze

Komentarzy