Eurotrip #66 Jak wygląda portugalska Biedronka?

Mimo iż wczoraj poszliśmy spać bardzo późno, to udało nam się obudzić stosunkowo wcześnie. Na nogach byliśmy chwilę po godzinie 9:00 lokalnego czasu i udaliśmy się na plażę, na której nie było nikogo! Nie spodziewaliśmy się, że o tej godzinie będzie tu taki spokój. Ten poranek był niesamowity! O takim widoku zawsze marzyłem, myśląc o dalekich egzotycznych plażach. Nie wzięliśmy ze sobą kamerki, ale spróbujcie sobie wyobrazić plażę, którą pokazywaliśmy Wam wczoraj, totalnie bez ludzi. Po kąpieli w oceanie usiedliśmy na piasku i patrzyliśmy na niewielkie fale. Z czasem, na plaży zaczęli pojawiać się pierwsi ludzie, gdy po około godzinie z niej schodziliśmy, było tam oprócz nas z 6 osób.

Portugalska Biedronka

Z racji, że miejsce noclegowe było wręcz idealne, zdecydowaliśmy się, że zostaniemy tu jeszcze jedną noc. Co prawda mogliśmy podjechać trochę bliżej Przylądka Świętego Wincentego, uznaliśmy jednak, że wolimy zostać tu, a ewentualnie więcej kilometrów przejechać kolejnego dnia.

Kiedy pakowaliśmy busa, aby pojechać do sklepu po zakupy, do naszego obozowiska przyszedł Wojtek – Polak, którego widzieliśmy wcześniej na plaży. Nie wiedzieliśmy wtedy, że jest z Polski. Gdy dowiedział się od kogoś, że są tu Polacy, postanowił przyjść i się przywitać. Porozmawialiśmy trochę o Portugalii oraz podróżach, a następnie wyjechaliśmy w kierunku Pingo Dolce, portugalskiej Biedronki, sklepu mającego tego samego właściciela – Jeronimo Martins.

Zrobiliśmy spore zakupy, kupując między innymi jajka, boczek i oliwę, która właśnie się nam skończyła. Kupując oliwę mieliśmy sporą zagwozdkę, bo na wielu butelkach znajdowały się informacje o ich intensywności. Nie spotkaliśmy się chyba wcześniej z taką skalą w Hiszpanii czy Portugalii.

Frytki i pusta plaża

Po powrocie do miejsca, w którym spaliśmy wcześniej, wzięliśmy się za rozkładanie obozu. Trochę niewygodne jest to, że nawet jak jedziemy gdzieś 3 czy 4 kilometry to musimy wszystko składać, bo marnujemy w ten sposób sporo czasu, ale już trochę się przyzwyczailiśmy.

Gdy rozkładaliśmy rzeczy, podszedł do nas Francuz z kampera, który stał obok i dał nam worek z ziemniakami. Powiedział, że już wyjeżdżają i musiałby wyrzucić je do kosza, a nie lubi gdy coś się marnuje. Mam podobnie, więc wziąłem ziemniaki, z których później zrobiłem frytki. Ja jadłem frytki same, Kasia z sardynkami z puszki, które bardzo jej tu smakują.

Około 18:00 udałem się na plażę, która była kompletnie pusta. Oprócz mnie nie było tam nikogo! Tego w godzinach popołudniowych się nie spodziewałem. Popływałem trochę i posiedziałem na piasku patrząc na skały i ocean. Tu jest cudownie!

Pracowity wieczór

Dzisiejszy wieczór też był bardzo pracowity. Kasia w ostatnich dniach jest bardzo produktywna i naprawdę ostro wzięła się za nadrabianie pracy. Jutro prawdopodobnie wyjdziemy z odcinkami „na zero”, co zdecydowanie ułatwi dalszą podróż. Spać poszliśmy dopiero około godziny 2:00 w nocy.

Dziś przejechaliśmy 25 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy