Eurotrip #56 Dziki Zachód w Europie

Noc, mimo iż na początku taka się nie wydawała, była dość gorąca, przynajmniej dla mnie, bo długo nie mogłem zasnąć. Może to też przez przeziębienie. Klikałem sobie coś w telefonie, kiedy około godziny 2:00 stało się coś, czego się nie spodziewałem – zaczął kropić deszcz! Deszcz był na tyle niewielki, że szybko znów otworzyliśmy początkowo zamknięty szyberdach.

Awaria busa

Wstaliśmy około 9:00 i zjedliśmy śniadanie na dachu busa. Do kolejnego planowanego miejsca mieliśmy około dwóch godzin drogi, niestety po przejechaniu 40 kilometrów okazało się, że mamy problem z ładowaniem akumulatora. Podejrzewałem, że nie wytrzymała mołdawska konstrukcja oparta na puszce po Pepsi, spadł pasek lub coś takiego. Jak się okazało pasek i alternator działały.

Podjechaliśmy do najbliższego miasta i zapytaliśmy o mechanika, wskazano nam wtedy spory zakład. Oczywiście nikt z pracowników nie mówił po angielsku. Za pomocą tłumacza Google objaśniłem w czym jest problem. Samochód szybko został wzięty na podnośnik i zaczęto szukać problemu. Jak się okazało, zniszczeniu uległ chyba regulator napięcia. Za wymianę chyba trochę nas zdarli (45 euro za nową oryginalną część). Byliśmy jednak umówieni, a wizja szybkiego rozwiązania problemu wygrała z wysoką ceną.

Oasys Mini Hollywood

Z około godzinnym opóźnieniem dotarliśmy do Oasys Mini Hollywood, miejsca które zostało zbudowane w latach 60′ XX wieku na potrzeby włoskiego reżysera Sergio Leone, który nagrywał tu słynne spaghetti westerny Za kilka dolarów więcej oraz Dobry, zły i brzydki z Clintem Eastwoodem.

Oasys to teraz park tematyczny, budynki z planu zdjęciowego nie zostały rozebrane i stały się atrakcją turystyczną. Miejsce to bardzo nam się spodobało, mamy nawet zamiar zrobić o nim osobny artykuł, dlatego nie będę się tu o nim więcej rozpisywać. Tekst z pewnością nie odda jednak klimatu, który możecie zobaczyć we vlogu.

Nocleg

Z parku wyszliśmy około godziny 17:00. Początkowo planowaliśmy nocleg gdzieś w jego okolicy, na jedynej hiszpańskiej pustyni w otoczeniu gór. Zdecydowaliśmy jednak pojechać w kierunku Almerii, a później, aby nie nadrabiać kilometrów, podjęliśmy decyzję, że zanocujemy nad morzem.

Po przejechaniu kolejnych 150 kilometrów dotarliśmy do Playa del Caletón, położonej pomiędzy znajdującymi się na wzgórzu miejscowościami Caleta-La Guardia i Salobreña. Łóżko rozkładaliśmy po ciemku, spać poszliśmy około północy. Dziś przejechaliśmy 265 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy