To była koszmarna noc, mimo iż miejsce noclegowe było piękne! Położyliśmy się spać stosunkowo wcześniej, a dziś w planach mieliśmy wstać około godziny 5:30, aby oglądać wschód słońca. Niestety, noc była bardzo duszna, zmusiła mnie do tego, aby otworzyć drzwi i wpuścić do busa komary. W Hiszpanii, podobnie jak we Włoszech, w niektórych miejscach są komary w takiej miniaturowej wersji. One są najgorsze – ciężko je namierzyć, bo są ciche i małe. Komary nie dawały mi kompletnie spać. Zasnąłem chwilę po 5:00. Plany oglądania wschodu słońca nieco odłożyliśmy i wstaliśmy o godzinie 7:00.
Na śniadanie jedliśmy paellę, która została z wczoraj. Poranek spędziliśmy na pracy, która dziś szła nam naprawdę dobrze. W przerwie poszliśmy do morza, a samą miejscówkę opuściliśmy około godziny 12:00.
W drodze do Bunol
Naszym celem dziś było dotarcie do miejscowości Bunol, gdzie odbywa się bitwa na pomidory, która znajduje się na naszej liście marzeń. W miejscowości mieszka 10 tysięcy osób, a podczas La Tomatiny jest tam nawet 20 tysięcy osób. Rano ruch dla samochodów jest zamykany, więc uznaliśmy, że najlepiej będzie pojechać tam dzień wcześniej.
Po drodze zrobiliśmy małe zakupy w markecie, zatrzymaliśmy się też przy sklepie sportowym Decathlon, aby kupić okulary do pływania. Okulary były nam potrzebne na pomidorową bitwę, a sklep ten wybraliśmy dlatego, że sprzęt sportowy jest tam zazwyczaj najtańszy (okulary kosztowały mniej niż 1,5 euro – poniżej 6 zł).
Do Bunol dotarliśmy około godziny 18:00. Szybko udało nam się znaleźć fajne miejsce parkingowe, około 1 kilometra od miejsca bitwy. Zaskoczyło nas trochę to, że miasto było jeszcze bardzo spokojne (większość uczestników przyjeżdża autobusami rano).
Miejsce noclegowe
Miejsce noclegowe było w centrum, obok nas stał kamper z czwórką starszych ludzi z Argentyny. Jedna z Pań mówiła po angielsku więc trochę sobie z nimi porozmawialiśmy. Do Europy przyjechali na 2 tygodnie, a w planach mieli dotarcie do Paryża.
Polsko-japońskie spotkanie
Poszedłem przejść się do okolicy, sprawdzić gdzie będzie odbywać się jutrzejsza bitwa. Kasia w tym czasie została, aby trochę montować. Miasto zaczynało przygotowania do bitwy, a ja poszedłem do oddalonego około kilometra od nas Lidla. Znów kupiłem lód, który jest tu dużo tańszy niż np. we Włoszech (paczka 2 kg lodu kosztuje 65 centów czyli niecałe 3 zł).
Na kolację zjedliśmy kajzerki (w sklepie nie było już innego pieczywa) z oliwą oraz hiszpańską szynkę jamon serrano. Kiedy kończyliśmy kolację, do naszego busa dotarł Sebastian – autostopowicz z Polski, z którym wcześniej pisałem wraz z chłopakiem z Japonii, którego imienia nie jestem w stanie napisać.
Siedzieliśmy tak przez kilka godzin, rozmawialiśmy o różnych sprawach i dzieliliśmy się naszymi emocjami dotyczącymi jutrzejszego święta. Spać położyliśmy się około godziny 12:00. Sebastian z naszym nowym japońskim znajomym poszli jeszcze na miasto.
Dziś przejechaliśmy 121 kilometrów.
