Eurotrip #49 Najładniejsze miasto Hiszpanii?

Dziś wstałem o godzinie 10:00, to chyba rekord jeśli chodzi o wyprawę. Kasia była już jakiś czas na nogach. Woda zatankowana wczoraj na stacji śmierdziała trochę chlorem, uznaliśmy więc, że nie nadaje się do picia. Z racji braku wody spakowaliśmy busa i wyruszyliśmy do sklepu na małe zakupy.

Peniscola

Naszym kolejnym celem była piękna nadmorska miejscowość z zamkiem – Peniscola. Byłem tu w czerwcu i bardzo mi się tu spodobało, chciałem więc pokazać miasto Kasi. W drodze Kasię dopadł jakiś kryzys, to już prawie dwa miesiące w podróży, nie ma się więc co dziwić. Po zaparkowaniu, ze 20 minut zajęło mi zdobycie monet, którymi mógłbym zapłacić za parking. Było około 15:00, więc na ulicach nie było prawie ludzi. Poszedłem do baru i tam próbowałem rozmienić pieniądze, nie chcieli jednak tego zrobić. Ostatecznie pieniądze rozmienił mi Pan sprzedający na czymś w rodzaju bazaru niedaleko plaży.

Z racji spadku nastroju Kasi, po wyjściu z samochodu, siedzieliśmy chyba z godzinę na murku przy wejściu do miasta i rozmawialiśmy. Rozmowa chyba przyniosła pozytywny skutek, bo Kasia chodziła później po mieście bardzo pogodna i przyznała, że to chyba najładniejsze miasto jakie widziała.

Peniscola, a właściwie jej starówka, położona w murach obronnych na cyplu jest bardzo urokliwa. Nie ma tu tłumu turystów, jest dość spokojnie. Miasto jest pełne biało niebieskich domów, wąskich i krętych uliczek oraz wielu barów z tapas. Zwiedzanie, bardziej w formie spaceru, zajęło nam około półtorej godziny.

Po zwiedzaniu postanowiliśmy skorzystać ze znajdującej się obok plaży, niestety po przejściu 30 metrów, woda dalej sięgała nam do kolan. Uznaliśmy, że użyjemy plażowych pryszniców, aby opłukać się z soli, a jeśli nadal będziemy mieć ochotę pływać, zrobimy to w miejscu noclegowym.

Dziś na kolację planowaliśmy zrobić paellę mixta z kurczakiem i krewetkami. Zakup mięsa oczywiście musieliśmy odłożyć na ostatnią chwilę, aby nie popsuło się w busie, dlatego tuż przed wyjazdem, do znalezionej na park4night miejscówki noclegowej udaliśmy się na zakupy.

Paella z widokiem na miasto

Takiego pięknego widoku z miejsca noclegowego podczas tej wizyty jeszcze nie mieliśmy! Zaparkowaliśmy na skałach kilkanaście metrów od morza, a z naszego samochodu doskonale widać było Peniscolę.

Rozłożyliśmy stolik i zajęliśmy się przygotowywaniem paelli. Hiszpańska kuchnia jest bardzo ciekawa, to jedna z moich ulubionych. Na tej wyprawie mam nadzieję, nauczyć się robić przynajmniej kilku nowych hiszpańskich potraw.

Po kolacji poszedłem jeszcze chwilę popływać, spać położyliśmy się wyjątkowo wcześnie – około 22:00. Miejscówka wydawała się niemal idealna. Niestety, w nocy było bardzo gorąco, musieliśmy więc otworzyć drzwi, co niestety wiązało się z wpuszczeniem do środka komarów. Myślałem, że będą już spać – tak nie było.

Kasia, której zazwyczaj jest chłodniej, przykryła się śpiworem, mnie komary kąsały raz za razem, ponieważ byłem odkryty. Budzik mieliśmy nastawiony na godzinę 5:30 – chcieliśmy oglądać wschód słońca. Gdy ostatni raz przed zaśnięciem sprawdzałem godzinę była 5:00.

Dziś przejechaliśmy 127 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy