Eurotrip #47 Tu rządzi biskup i prezydent

Dziś było jeszcze zimniej niż wczoraj! Pobudka, pakowanie i około 10:00 siedzieliśmy już w busie. Do Andory mieliśmy tylko kilkadziesiąt kilometrów, była to jednak droga bardzo kręta i pod górę. Niestety, przez mgłę nie było widać szczytów. Trasa przypominała nam Norwegię.

Tuż po przekroczeniu granicy, naszym oczom ukazało się małe miasto z centrum handlowym. Wszystko za sprawą niższych cen alkoholu i innych dóbr w Andorze. Tańsze jest tu też paliwo, z niemal pustym bakiem zajechaliśmy na stację, gdzie cena oleju napędowego była o 40 centów (prawie 2 zł) niższa, niż w sąsiedniej Francji.

Po tankowaniu ruszyliśmy dalej w kierunku stolicy tego niewielkiego państwa. Po przejechaniu jeszcze kilku kilometrów pogoda drastycznie się zmieniła, przestała nam towarzyszyć mgła i wyszło słońce. Było z 15 stopni więcej!

Do stolicy państwa – Andorra la Vella, jechaliśmy już niemal cały czas z górki. Sama stolica nie jest jakoś szczególnie ciekawa – nie ma tu wielu zabytków, jest za to sporo centrów handlowych. Stolica znajduje się w dolinie i panuje tu łagodniejszy niż w reszcie kraju klimat. Zwiedzanie nie zajęło nam długo, jednym z naszych głównych celów było znalezienie poczty, aby kupić znaczki. Niestety, placówki były chyba zamknięte, bo nawet w punkcie informacji odsyłano nas do poczty francuskiej.

Z Andory wyjechaliśmy około godziny 15:00. Mieliśmy spać w górach, ale nie było tam dwóch potrzebnych nam rzeczy – sklepu oraz Internetu. Ostatecznie przejechaliśmy więc o wiele więcej kilometrów i o 22:00 dotarliśmy na dziki camping w miejscowości El Paraiso, wcześniej robiąc zakupy w najpopularniejszym hiszpańskim sklepie – Mercadonie.

Było tu ze 30 samochodów, część z nich należała jednak do wędkarzy, którzy w nocy się zwinęli. Nam udało znaleźć się wolny kawałek terenu kilkanaście metrów od morza. Rozłożyliśmy łóżko oraz stolik, przy świetle latarki przygotowaliśmy kolację i położyliśmy się spać. Dziś przejechaliśmy 316 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy