Eurotrip #44 Jak wygląda supermarket we Francji

Z racji, że wczoraj wieczorem nie mieliśmy okazji zobaczyć flamingów, postanowiliśmy wybrać się na polowanie (takie, aby je obejrzeć, nie aby do nich strzelać) rano. Wstaliśmy sam nie wiem o której, ale mniej więcej równo ze słońcem i poszliśmy w kierunku wody.

Po paru chwilach na horyzoncie ukazały nam się lecące w oddali flamingi. Klucz ptaków, który widzieliśmy z dużej odległości wyglądał pięknie. Zresztą cała okolica wyglądała rano niesamowicie! Z czasem na horyzoncie zaczęły pojawiać się kolejne flamingi, były jednak dość daleko i nie było ich dobrze widać.

Pracowity poranek i wizyta w markecie

Poranek spędziliśmy na pracy, był dość efektywny i udało nam się ogarnąć sporo mniejszych zaległych spraw. Z miejsca noclegowego wyjechaliśmy dopiero około południa. Zaczęliśmy kierować się do Carcassonne, w okolicach którego zamierzaliśmy spać.

Po drodze wstąpiliśmy do marketu, aby zrobić zakupy spożywcze i nagrać dla Was film o tym, jak wyglądają francuskie markety. Różnią się znacznie od tych w Polsce. Po pierwsze, jest tu bardzo dużo sklepów wielkopowierzchniowych, po drugie Francuzi robią niemal zawsze ogromne zakupy, a kolejki w większości sklepów są tak duże, że trzeba w nich stać nawet po 15-20 minut. Panuje tu trochę bałagan cenowy – ceny wielu produktów uzależnione są od… smaku! Nie chodzi tu wcale o np. sałatki czy gotowe jedzenie, którego cena uzależniona jest od składników, ale np. o gumy do żucia, chipsy i inne tego typu rzeczy. Francuzi, z którymi rozmawialiśmy wczoraj, bardzo dziwili się, że w Polsce kiedy wejdziemy do sklepu i zobaczymy cenę np. gum do żucia, zazwyczaj będzie odnosić się do wszystkich smaków. W marketach we Francji popularne są też skanery, których nie widziałem w Polsce. Zobaczcie zresztą sami!

Wieczór świętowania

Kiedy byliśmy w markecie, doszła dotarła do nas informacja, że przekroczyliśmy właśnie 1000 subskrybentów na YouTube. Specjalnie na tę okazję mieliśmy przygotowane nasze ulubione wino musujące, kupione ponad tydzień temu we Włoszech. Kupiliśmy oliwki, ser i francuską bagietkę, aby przygotować przystawki.

Na nocleg wybraliśmy punkt obsługi podróżnych przy bezpłatnej autostradzie, którą jechaliśmy. Punkt był super, oddalony od drogi o jakieś 200-300 metrów, do tego z parkingiem podzielonym na osobny dla kamperów, osobny dla samochodów osobowych i osobny dla tirów (które były najbliżej drogi). Na parkingu dla osobówek, który był najdalej, staliśmy tylko my, były tu też stoliki, na których przygotowaliśmy kolację.

Wieczór upłynął nam bardzo spokojnie na jedzeniu i rozmowach. Spać poszliśmy około północy. Nie było tu komarów, a noc zapowiadała się na dobrą (było chłodno, ale nie zimno).

Dziś przejechaliśmy 127 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy