Eurotrip #43 Fury szejków za miliony

Rano koło naszego busa co chwilę ktoś przebiegał. Francuzi prowadzą bardzo aktywny tryb życia, co można zaobserwować już po pierwszym dniu wizyty w tym kraju. Szczególnie dużo ludzi lubi biegać, robią to zarówno osoby młode, w średnim wieku, jak i osoby starsze.

Z racji, że nie mieliśmy warunków do gotowania, szybko złożyliśmy busa i zwinęliśmy się do Cannes.

Cannes – stolica filmu i pięknych samochodów

Cannes to kolejne miejsce, które już kiedyś odwiedziliśmy. Podobnie jak w Monako, byliśmy tu w 2015 roku, wtedy najbardziej zaskoczyły nas niesamowite samochody stojące tam przy ulicy, tuż obok drogich hoteli. Samochody w większości przypadków należą do szejków – większość tablic pochodzi z Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tym razem samochody były inne, ale nadal bardzo okazałe.

Po obejrzeniu i sfilmowaniu samochodów, przeszliśmy na drugą stronę ulicy i wzdłuż morza dotarliśmy do miejsca, gdzie odbywa się słynny festiwal filmowy. Dotychczas dwa polskie filmy zdobyły tu główną nagrodę, mowa o Człowieku z żelaza Andrzeja Wajdy i Pianiście Romana Polańskiego.

W Cannes znajduje się aleja gwiazd, znajdziemy tam odciski dłoni prawie wszystkich najważniejszych aktorów, reżyserów i scenarzystów z ostatnich dziesięcioleci. Mój ulubiony odcisk dłoni należy do filmowego Rambo – Sylwestra Stallone. Niestety, część dłoni nie jest zbyt szanowana i na jednym odcisku np. rozłożona jest sklepowa wycieraczka.

Dzikie konie i Flamingi

Następne kilka godzin spędziliśmy w samochodzie, nie mówiłem Kasi gdzie jedziemy, bo chciałem zrobić jej niespodziankę. Naszym celem była Camargue – kraina dzikich, białych koni oraz flamingów. Region ten słynie również z hodowli specjalnej odmiany byków używanych do bezkrwawych corrrid – corse camarguaise. Krajobraz, który tu wiedzieliśmy różnił się mocno od tego wcześniejszego. Zdecydowanie jest tu bardzo pięknie i dziko!

Nocleg

Zaparkowaliśmy na niewielkim parkingu, który służy za miejsce postoju dla ludzi chcących oglądać ptaki. Kilkadziesiąt metrów dalej znajdowało się ogrodzone i oddzielone wodą pastwisko dla byków i krów. Po drodze minęliśmy też trochę koni. Nie widzieliśmy jednak flamingów. Oprócz nas były tu jeszcze dwa inne vany z parami Francuzów. Na początek rozmawialiśmy z jednymi, byli bardzo mili, trochę opowiadali nam o regionie skąd pochodzą.

Następną część wieczoru spędziliśmy z drugą parą, z którą rozmawialiśmy niemal do północy, pijąc francuskie wino, jedząc oliwki i odganiając się od komarów, które są tu prawdziwą plagą.

Dziś przejechaliśmy 302 kilometry.

Komentarze

Komentarzy