Obudziliśmy się tuż po wschodzie słońca. Kasia od razu poszła pływać, następnie wzięła się za jogę, na którą wcześniej nie było czasu. Przedpołudnie spędziliśmy podobnie jak wczoraj, pracując i robiąc sobie co dwie godziny przerwy na morze.
W drodze do Monako
Po prawie dwóch tygodniach spędzonych we Włoszech, przyszedł czas opuścić Italię. Wzdłuż wybrzeża pojechaliśmy w kierunku Monako. Po przekroczeniu granicy, na której ze względu na strefę Schengen nie ma kontroli, krajobraz nieco się zmienił. Francja jest bardziej ułożona niż Włochy, mam również wrażenie, że kierowcy jeżdżą trochę spokojniej. We Francji, w przeciwieństwie do Włoch, chyba większą wagę przykłada się do samochodów, na drodze zaczęliśmy widzieć coraz mniej Fiatów Panda, pojawiały się droższe, nowsze i bardziej zadbane samochody. W samym Monako, które jest bardzo bogate i prestiżowe, duży odsetek stanowią drogie sportowe samochody, jeździ tu sporo Ferrari czy nowych Mercedesów.
Nocleg
Zdecydowaliśmy, że spróbujemy przespać się na parkingu tuż przy plaży, gdzie parkowaliśmy podczas naszej wyprawy na Gibraltar w 2015 roku. Miejsce to jest już we Francji, ale od granicy z Monako oddalone jest o około 200 metrów. Z racji, że jest to ścisłe centrum, miejsce wydawało się trochę ryzykowne – zastanawialiśmy się czy uwagi nie zwróci nam policja lub straż miejska. Przed snem poszliśmy jeszcze zażyć kąpieli w morzu, francuskie wybrzeże jest dużo ładniejsze od tego włoskiego. Plaża tu, mimo iż nie jest porywająca, przebijała wszystkie włoskie plaże, na jakich dotychczas byliśmy.
Spać poszliśmy około północy. Na kolację zjedliśmy kupione wcześniej, jeszcze we Włoszech pizze, przygotowaliśmy się na to, że w tym miejscu raczej nie będziemy gotować. Dziś przejechaliśmy 73 kilometry.
