Ze snu zbudziły nas ostre promienie słońca. Obudziliśmy się kilka metrów od morza, w najlepszym dotychczasowym noclegu. Od razu przebraliśmy się w stroje kąpielowe i ruszyliśmy do wody, aby się trochę schłodzić. Przed 8:00 na plaży niemal nie było ludzi.
Biuro 10 metrów od morza
Następnie ogarnęliśmy busa i usiedliśmy do pisania relacji oraz montażu vlogów. Po 1,5 godziny znów zrobiliśmy sobie przerwę na krótką sesję w morzu. Woda tu jest naprawdę przejrzysta, brzeg jest kamienisty, ale mamy ze sobą buty do pływania. Potem znów dwie godziny przy komputerze i kolejny raz do morza.
Na zegarku była już 14:00. To znak, że czas powoli zbierać się do sklepu, aby kupić wszystkie potrzebne na dziś składniki. Pani Małgorzata zaprosiła nas do wioski, gdzie mieszka z mężem, na małą uroczystość. Co tydzień lokalna społeczność (wioska ma kilkunastu mieszkańców) spotyka się w centrum na kolacji. Każdy przygotowuje potrawy, my mieliśmy za zadanie przygotować aperitivo – najpopularniejszego włoskiego drinka Aperol Spritz.
Jako pierwszego odwiedziliśmy Lidla, gdzie kupiliśmy kilka butelek Prosecco. W Lidlu nie było oryginalnego Aperolu, tylko jego odpowiednik. Pojechaliśmy więc do innego sklepu – Basko. Tam kupiliśmy Aperol i pomarańcze również potrzebne do tego drinka.
Impreza w liguryjskiej wiosce
Około 17:00 byliśmy już w centrum spokojnej górzystej wioski Pinavia. Wspólnie z Panią Małgorzatą przeszliśmy na spacer, pokazała nam między innymi dwa swoje osiołki.
Dwie godziny później, w centrum wioski zaczęło robić się nieco bardziej gwarnie. Ludzie zaczęli się schodzić, we wspólnej gminnej kuchni kilka pań przygotowywało pastę oraz inne potrawy na dzisiejszą kolację. W tych stronach używa się sporo cukinii, była częścią kilku przystawek oraz potraw i mimo że nie jestem jej wielkim fanem, to wszystko bardzo mi smakowało.
Parę minut po 20:00 zaczęliśmy przygotowywać Aperol Spritz. Jest bardzo prostym drinkiem, a wszystkie potrzebne do jego przygotowania składniki możecie kupić w Polsce. Jeśli chcecie przygotować go sami, to zachęcam do skorzystania z naszej receptury.
Oprócz tego zrobiliśmy jeszcze Bellini, włoski koktajl z musu brzoskwiniowego oraz Prosecco. Niestety, w sklepie nie było wystarczająco dojrzałych brzoskwiń, więc nie wyszedł do końca tak jak powinien, mimo wszystko był jednak chwalony.
Po aperitivo około 20 osób zasiadło wspólnie do kolacji. Po kolacji stoły i ławki zostały złożone do magazynu, a miejsce naszej uczty zamieniło się w plac do gry w bule. W bule grają tu chyba wszyscy, zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Gra wydaje się dość prosta, po obejrzeniu kilku meczy, chwilę przed północą pożegnaliśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy do miejsca, gdzie spaliśmy wczoraj. Ten wieczór to było dla nas bardzo ciekawe przeżycie. Mogliśmy dowiedzieć się wiele o lokalnych tradycjach, zwyczajach i kuchni. Spróbowaliśmy też wielu nowych, ciekawych potraw i zobaczyliśmy jak wygląda tradycyjna włoska wiejska impreza. Było cudownie!
Dziś przejechaliśmy 51 kilometrów.
