Burzowy poranek
Burza, która zaczęła się wczoraj w nocy, zatrzymała się w okolicach jeziora. Rano było dość mokro po deszczu, nadal grzmiało i na horyzoncie widać było pioruny.
Na śniadanie odgrzałem resztę sosu bolońskiego z wczoraj, który zjedliśmy z makaronem. Kiedy tylko skończyliśmy jeść, szybko musieliśmy się pakować. Przed burzą udało się wszystko włożyć do busa, nie byliśmy jednak spakowani na tyle, aby móc jechać. Czekaliśmy około godzinę, aż przestanie padać.
Saturnia
Kiedy tylko pogoda się poprawiła, spakowaliśmy się finalnie i wyruszyliśmy w kierunku najpopularniejszych toskańskich gorących źródeł – Terme di Saturnia.
Termy te, według legendy powstały gdy Jowisz cisnął piorunem podczas kłótni z Saturnem. Bardziej naukowe wyjaśnienie związane jest z wygasłym wulkanem Monte Amiata, w którego szczeliny skalne dostaje się woda i spływa do jego wnętrza, gdzie przez 30 km zostaje nagrzana.
Termy dostępne są bezpłatnie, woda w nich ma 37,5 stopnia i jest tu dość tłoczno. Miejsce jest jednak bardzo ciekawe i zdecydowanie warto było tu przyjechać. W termach spędziliśmy około 2 godzin, a następnie pojechaliśmy dalej.
Ciekawostką jest, że w czasach Dantego miejsce to nazywane było Diabelską Doliną, przez częste mgły oraz zapach siarki. Według jednej z legend Saturnia była jednym z inspiracji dla twórcy Boskiej Komedii.
Nocleg przy stacji
Tym razem na nocleg wybraliśmy miejsce obsługi podróżnych znajdujące się przy drodze szybkiego ruchu. Za tym wyborem przemawiał zdecydowanie fakt, że był tam dostępny bezpłatny prysznic.
Wcześniej zrobiliśmy zakupy w Lidlu, gdzie na kolację kupiliśmy gotowe, nadziewane pierogi, które wrzuca się do wody. Mi smakowały tak średnio, Kasi nieco bardziej. Oprócz nich zjedliśmy również croissanty z prosciutto cotto. Spać położyliśmy się około północy, do późna planowałem jutrzejszy dzień, podczas którego mamy odwiedzić ciekawe i dość nietypowe miejsce.
Dziś przejechaliśmy 189 kilometrów.
