Eurotrip #34 Jak wygląda Mc Donald’s we Włoszech

Obudziliśmy się około 9:00. Zgodnie z wczorajszymi planami, nie nastawialiśmy żadnego budzika. Przepakowaliśmy busa i wyruszyliśmy. Po drodze zobaczyliśmy ładnie wyglądającego McDonalda, zatrzymaliśmy się tam, aby skorzystać z łazienki.

McDonalds był bardzo wysokiej jakości, miał też niższe niż w Wenecji ceny. Zamówiliśmy nuggetsy i loda McFlurry na kupon oraz kawowego shake’a, wszystko kosztowało łącznie 4,5 euro.

Asyż

Naszym pierwszym przystankiem był Asyż, miasto świętego Franciszka. Niestety, oznaczenie parkingów przy centrum jest dość słabe, wysokość maksymalna samochodów raz określana jest jako 2,05, innym razem jako 2,15m. Ostatecznie nie wiedzieliśmy więc czy możemy na nie wjechać i musieliśmy pojechać na znajdujący się u podnóży miasta parking dla kamperów.

Z parkingu do centrum było jakieś 15 minut drogi pod górę. Asyż to jedno z najładniejszych miast, jakie widzieliśmy podczas tej podróży. Głównym punktem naszego zwiedzania była Bazylika, która odwiedzana jest przez pielgrzymów z całego świata. Bazylika podobała mi się bardziej niż wenecka, jest wykonana w innym stylu, dzięki czemu w świątyni czuć bardziej mistyczny klimat.

Przypadkowy nocleg

Dziś planowaliśmy nocować w Terme di Saturnia, gdzie znajdują się bezpłatne gorące źródła. Po drodze zauważyliśmy fajny zalew i uznaliśmy, że zobaczymy czy nadaje się na nocleg.

Okolica była dość ładna, było bardzo dużo miejsca, a oprócz nas na czymś w rodzaju plaży, znajdowała się kilkuosobowa ekipa z Francji oraz jakaś terenówka w oddali. Szybko przebraliśmy się i mieliśmy ruszyć do wody, wtedy okazało się, że zacięliśmy w środku klucze (przesuwne drzwi czasem same się zamykają).

Poszedłem do Francuzów z nadzieją, że może któryś z nich kradł kiedyś samochody. Niestety, żaden z nich nie miał pomysłu jak go otworzyć. Zapytałem wtedy o klucz imbusowy, bo uznałem, że najlepiej będzie zdemontować nasz bagażnik dachowy i wejść przez otwarty szyberdach. Z racji, że Francuzów skorych do pomocy było aż sześciu, wszystko udało się ogarnąć w ciągu 15 minut.

Po usunięciu usterki poszliśmy pływać, a gdy wyszliśmy z wody odwiedziliśmy obóz Francuzów, którzy przyjechali tu z Brytanii na jakiś festiwal muzyki elektronicznej. W ramach podziękowania, daliśmy im smycze i ostatnią butelkę naddniestrzańskiego koniaku.

Wieczór

Z racji, że przed wizytą w termach chcieliśmy odwiedzić jeszcze sklep, nie mieliśmy za dużego wyboru jeśli chodzi o kolację – wybór padł na owsiankę.

Resztę wieczoru spędziliśmy pracując, co nie było trudne po wypiciu wieczornych kaw. Tego dnia była noc spadających gwiazd. Liczyliśmy na to, że uda nam się obejrzeć ich wiele, początkowo niebo było bardzo czyste, ale z czasem zaczęło zachodzić mgłą.

Poszliśmy spać około 1:00. Dziś przejechaliśmy 79 kilometrów.

Komentarze

Komentarzy