Problem z akumulatorem
Dziś spaliśmy dość długo, obudziliśmy się trochę przed 9:00. Spakowaliśmy busa i okazało się, że nasz drugi akumulator, którego używamy do ładowania laptopów i innych sprzętów nie ma ładowania z alternatora. Ładowania nie ma prawdopodobnie od kilku dni, ale nie zauważyliśmy tego, bo jest tu dość dużo słońca (do akumulatora jest podpięty panel słoneczny o mocy 100w). Już kiedy jechaliśmy do Bolonii zastanowiło nas piknięcie informujące o jego niskim poziomie naładowania. Podczas jazdy, kiedy akumulator ładowany jest z alternatora, takie coś nie powinno mieć miejsca, uznaliśmy wtedy jednak, że to może tylko jakiś błąd lub po prostu za bardzo go obciążyliśmy.
Na szczęście, usterka okazała się prosta do usunięcia, po sprawdzeniu instalacji okazało się, że po prostu rozpiął się nam jeden z kabli przy skrzynce bezpieczników. Cała „naprawa” zajęła zatem tylko kilkanaście minut.
Urbinio
Wyruszyliśmy do centrum miasta, obok którego spaliśmy. Urbinio wpisane jest na listę UNESCO, nie wzięliśmy jednak ze sobą kamery, bo nie chcieliśmy, abyście czuli przesyt klasycznych włoskich miast. Szybko jednak zaczęliśmy żałować, bo okazało się, że odbywa się tam festyn lub święto. Widzieliśmy sporo straganów i wielu ludzi przebranych w średniowieczne stroje.
W mieście miała miejsce parada i kilka innych ciekawych rzeczy, które nagrałem telefonem. Mam nadzieję, że jakość nagrań będzie wystarczająca do tego, aby umieścić je w filmie. Samo Urbinio bardzo pozytywnie nas zaskoczyło, to miasto zdecydowanie ma klimat! Po około 3 godzinach opuszczaliśmy je bardzo zadowoleni, że zdecydowaliśmy się je odwiedzić.
Bractwo Śmierci
Naszym następnym celem była niewielka miejscowość Urbania, w której mieści się mały, dość nietypowy kościół. Kościół Zmarłych to miejsce, gdzie obejrzeć można 18 mumii pochodzących z różnego okresu. Kościół zarządzany był przez Bractwo Śmierci, organizację która pomagała w pochówku najuboższych.
Niestety, kiedy dotarliśmy do kościoła, około 14:30, okazało się, że otwarty będzie dopiero o 16:30. Dwie godziny spędziliśmy więc pracując w samochodzie nieopodal. Sam kościół wywarł na nas duże wrażenie. Początkowo na mumie patrzyło się po prostu jak na kości, gdy jednak poznało się historię stojącą za każdą z nich, odbiór był nieco inny.
Mariarita
Naszym następnym celem było Foligno, gdzie umówieni byliśmy z Mariaritą, Włoszką którą poznaliśmy 3 lata temu na tej samej wymianie młodzieżowej, gdzie pierwszy raz spotkaliśmy Janosa i Norbiego, z którymi widzieliśmy się w Debreczynie.
U Mariarity byliśmy o godzinie 19:30, wzięliśmy prysznic i wspólnie z nią oraz jej mężem udaliśmy się na kolację. Niestety, Mariarita powiedziała nam, że ma problemy zdrowotne i jutro jedzie do Mediolanu na operację. Początkowo trochę nas zamurowało i myśleliśmy, że nie wybraliśmy najlepszego momentu na odwiedziny. Mariarita była jednak bardzo pogodna i cieszyła się z naszego przyjazdu. W trakcie kolacji dziękowała nam za spotkanie i mówiła, że dzięki nam może pozwolić sobie na to, aby nie myśleć o kolejnych dniach i problemach zdrowotnych. Kolacja była bardzo miła, jedliśmy trochę lokalnych rzeczy, rozmawialiśmy o włoskiej kuchni oraz zwyczajach kulinarnych we Włoszech i wielu innych sprawach. Kolację jedliśmy w restauracji w górach, oddalonej o kilkanaście kilometrów od Foligno.
Około północy wróciliśmy pod dom Mariarity, pożegnaliśmy się z nią i jej mężem, życząc jej przede wszystkim zdrowia. Poprosiliśmy ją również o wpisanie się do naszej księgi gości. To było naprawdę bardzo miłe spotkanie i mamy nadzieję, że za jakiś czas uda nam się zobaczyć ponownie.
Około 1:00, już mocno senni, dojechaliśmy do parkingu dla kamperów niedaleko centrum Foligno. Parking był bardzo duży, oprócz nas parkowało tu jeszcze kilka samochodów. Bardzo zmęczeni rozłożyliśmy łóżko i szybko położyliśmy się spać uznając, że tym razem nie nastawiamy budzika.
Dziś przejechaliśmy 160 kilometrów.
