Obudziliśmy się około 8:00 i od razu przystąpiliśmy do pracy, przygotowywanie relacji, vlogów oraz pisanie artykułów zajęło nam cały poranek. W międzyczasie zjedliśmy klasyczne włoskie śniadanie, czyli kawałek słodkiego ciastka z kawą, mieliśmy też okazję porozmawiać trochę z Anetą.
Około południa pożegnaliśmy się z naszym gospodarzem i wyruszyliśmy w kierunku San Marino. Z racji, że było już trochę późno uznaliśmy, że nie będziemy jechać do samego miasta, tylko zaparkujemy gdzieś w jego pobliżu.
Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o market, gdzie zrobiliśmy małe zakupy, a następnie około 17:00 znaleźliśmy wspaniałe miejsce noclegowe. Coś w rodzaju parku połączonego z placem zabaw, niedaleko kaplicy na totalnym uboczu. Dojazd tu był dość trudny – wysokie podjazdy, dużo zakrętów. W okolicy mieszka raczej niewielu ludzi, do tego miejsce od najbliższej wioski oddalone jest około 1-2 kilometrów, z czego ostatnie 300-400 metrów pokonuje się drogą szutrową.
Na miejscu spotkaliśmy parę, która przyjechała tu pobawić się z psem. Włoch i Japonka, z którymi miałem okazję trochę porozmawiać, pytali nas jak znaleźliśmy to miejsce, bo czasem widują tu kampery. Pokazałem im aplikację park4night, z której korzystamy. Oni również we wrześniu ruszają w podróż samochodową do Hiszpanii i Portugalii i zamierzają spać w samochodzie. Aplikacja z pewnością będzie dla nich przydatna.
Kiedy odjechali, ugotowałem makaron i odgrzałem ragu przygotowane przez nas wczoraj (część wzięliśmy w słoiku), następnie siedzieliśmy i podziwialiśmy piękną panoramę San Marino, która widoczna była z naszego miejsca noclegowego.
Wieczorem przyszła krótka, około 20-minutowa burza, która schłodziła nieco powietrze i sprawiła, że spało nam się bardzo dobrze. Spać poszliśmy około północy.
Dziś przejechaliśmy około 130-160 kilometrów.
