Wstaliśmy około 8:00. W planach było spakowanie busa, wysprzątanie go oraz ogólne ogarnięcie i przygotowanie do drogi. Parcelę mieliśmy opuścić przed 11:00, kilkanaście minut wcześniej byliśmy już gotowi i mieliśmy wyjeżdżać. Niestety, okazało się, że szuflada nie chce się zamknąć do końca, przez co nie możemy zamknąć klapy bagażnika.
Próba sprawdzenia co jest nie tak nie przyniosła rezultatu, z domkniętym częściowo bagażnikiem opuściliśmy parcelę i udaliśmy się na campingowy parking. Musieliśmy wyjąć ładnie ułożone wcześniej rzeczy oraz zdjąć część zrobionego wczoraj prania, które jeszcze suszyło się z tyłu busa.
Po około godzinie udało dojść się do tego, co jest przyczyną blokowania się szuflady. Na szczęście, usterkę udało mi się szybko naprawić. Trochę się jednak namęczyliśmy przekładając rzeczy i starając się szybko namierzyć problem. Cali byliśmy mokrzy, zdecydowaliśmy więc, że idziemy na basen. Basen pomógł nam się schłodzić i po pół godziny byliśmy jak nowo narodzeni. Ruszyliśmy więc w dalszą drogę!
Włoskie sklepy
Uwielbiam robić zakupy we Włoszech. Niestety, ceny są sporo wyższe niż w Polsce, za to wybór przeróżnych interesujących produktów jest ogromny. Najbardziej lubię włoskie wędliny, to między innymi je kupiliśmy w pierwszym markecie, w którym zatrzymaliśmy się po opuszczeniu campingu. Prosciutto cotto i pikantne salami z Kalabrii były obłędne! Włoskie produkty są tak dobre, że Kasia boi się, że przez pobyt tutaj bardzo przytyje.
Nocleg nieopodal plaży
Na miejsce noclegowe dotarliśmy około 18:00. W znajdującej się na południe od Wenecji miejscowości Chioggia, znaleźliśmy duży parking dla camperów, który płatny jest w godzinach od 8:00 do 20:00 (50 eurocentów za godzinę za samochód osobowy). Miejsce to znaleźliśmy w aplikacji park4night. Wydawało się całkiem fajne.
Udaliśmy się na plażę, która była w pełni zagospodarowana, na długości kilkunastu kilometrów same leżaki z parasolami. Nie lubię we Włoszech tego, że tak tu wygląda wiele plaż. Na szczęście, zgodnie z prawem, kilka metrów od brzegu zawsze jest plażą publiczną. Z odłożeniem rzeczy i kąpielą nie było więc problemów.
Po powrocie zjedliśmy kolację. Kasia kanapki z dżemem, a ja pizzę al tagilo (taka na puszystym cieście) kupione wcześniej w markecie.
Dziś przejechaliśmy 100 kilometrów. A jutro czeka nas dzień, w którym zamierzamy zrealizować kolejne marzenie z naszej listy!
