Eurotrip #20 Nudny dzień nad jeziorem

Krowy, znowu krowy!

Ten dzień miał być lepszy od poprzedniego, a obudziło nas stado krów obok naszego busa. Tym razem stado miało jednak swojego pasterza, który zasiedział się nad pobliskim jeziorem. Przesiadłem się na fotel kierowcy, odpaliłem i odjechałem kilka metrów dalej. Następnie wyszedłem i poprosiłem pasterza, aby pomógł mi przenieść stół z baniakami, który został w miejscu naszego wcześniejszego obozu.

Stary pasterz przeprosił mnie, za to, że nie dopilnował krów i pomógł przenieść mi stół. Nowe miejsce było generalnie lepsze niż poprzednie, chcieliśmy tam zaparkować już wczoraj, ale jeszcze wieczorem były tam samochody.

Po złożeniu łóżka przygotowałem kawę oraz śniadanie – owsiankę z bananem. Następnie poszedłem przejść się po okolicy w poszukiwaniu wody (nasza woda do gotowania już się prawie skończyła), którą dostałem od jednej miłej pani mieszkającej nieopodal. Pani nie mówiła po angielsku, ale udało nam się jakoś dogadać 🙂

Wyprawa do sklepu

Po zdobyciu wody postanowiłem, że pójdę do oddalonego o kilka kilometrów od zalewu sklepu. Kasia została w busie i montowała odcinki. Po przejściu kilku kilometrów okazało się, że w niewielkim sklepie nie mają kiełbasy, którą planowaliśmy zrobić na grillu i jest on ogólnie słabo wyposażony. Postanowiłem iść jeszcze dalej w kierunku wioski, gdzie kolejne dwa sklepy były zamknięte. Dopiero ostatni schowany niemal za szyldem wulkanizacji, okazał się otwarty, były tam też kiełbasy. Kupiłem również płyn do prania (nasz zostawiliśmy u Krzysztofa), aby wyczyścić rzeczy po wczorajszym ataku byka.

Łącznie dojście do sklepu i z powrotem zajęło mi około 1,5 godziny, sprawy nie ułatwiało palące słońce. Na szczęście, zdobyłem wszystko czego potrzebowałem!

Pijany sąsiad i kiełbaski z grilla

Kiedy wróciłem do obozu była godzina 15:00. Nasz sąsiad palił ognisko, na którym przygotowywał frytki. Był bardzo pijany, ale również przyjazny. Mówił mi, że mogę użyć jego ogniska, że nie ma problemu i on jest bardzo dobrym człowiekiem i że jeśli ktoś będzie miał do mnie jakiś problem to żebym przyszedł do niego. Niestety, cały czas mieszał różne języki, mówił trochę po rumuńsku, węgiersku, angielsku i niemiecku. Zrozumiałem około 20% treści, jakie chciał mi przekazać.

Kiełbaski wrzuciłem na ruszt, który położyłem na ognisku sąsiada i czekając aż będą gotowe, kontynuowałem rozmowę. Nad jezioro przyjechało dwóch chłopaków, którzy pomagali mi wczoraj. Przyjechali sprawdzić co u nas i powiedzieć, do którego pobliskiego mechanika najlepiej się jutro udać.

Pranie

Po obiedzie postanowiliśmy zrobić prawnie w miskach, do których nalewaliśmy wodę przyniesioną dużym baniakiem z jeziora. Pranie było dość trudne, bo niektóre rzeczy były mocno ubrudzone, większość udało się jednak doczyścić. Niestety, jedną z rzeczy, z którymi nic nie mogliśmy zrobić była ulubiona sukienka Kasi – biała w kwiatki.

Kiedy skończyliśmy pranie i mieliśmy już iść kąpać się do jeziora, nagle zerwał się duży wiatr. Momentalnie, czyste niebo częściowo zasłoniły burzowe chmury. Zebraliśmy więc świeżo rozwieszone pranie i postanowiliśmy przeczekać. Tym razem burza obeszła nas bokiem i za pół godziny znów świeciło słońce.

Rozwiesiliśmy ponownie pranie i poszliśmy pływać do jeziora. Dziś woda nie wydawała się już tak ciepła jak wczoraj, to zapewne przez różnicę temperatur (wczoraj temperatura powietrza była dużo niższa).

Wieczór

Na kolację zjedliśmy kisiel oraz dwie kiełbaski, które zostały z wcześniejszych zakupów. Tworząc prowizoryczny grill, odświeżyliśmy też wczorajszy chleb.

Po południu coraz więcej ludzi zaczęło opuszczać zalew. Około 21:00 byliśmy już tu kompletnie sami. Około 22:00 zaczęła zjeżdżać się tu miejscowa młodzież, która na brzegu zrobiła imprezę. Byli dość głośni, ale zawinęli się około północy, więc nie mieliśmy problemów, aby spokojnie zasnąć.

Tego dnia nie przejechaliśmy ani kilometra.

Komentarze

Komentarzy