Eurotrip #19 Zaatakował nas byk

Sielankowy poranek i atak byka

Obudziliśmy się około 8:00. Kasia poszła umyć się do strumienia, w nocy nie było burzy, więc nasze ubrania były już niemal suche. W planach mieliśmy przeorganizować trochę rzeczy, zjeść śniadanie i ruszyć dalej, w kierunku Wesołego Cmentarza. Niestety, ten sielski poranek zakłócił atak byka na nasze obozowisko.

Byk przyszedł z dość daleka, słyszeliśmy jego ryczenie już wcześniej. Schowaliśmy się w busie, byk zbliżał się jednak coraz bardziej, w pewnym momencie wszedł do naszego obozowiska, zaczął ściągać ze sznurka nasze rzeczy, rozwalił stół oraz ławkę znajdujące się pod wiatą.

Niemal wszystkie nasze rzeczy zostały ubrudzone, kiedy byk się oddalił, zdecydowaliśmy się opuścić to miejsce. Atak byka wyjaśniałby też zniszczone leżaki, które leżały wcześniej obok wiaty.

Kłopotów ciąg dalszy

Zjeżdżając z góry, uderzyliśmy w wystający kamień i uszkodziliśmy pewną część busa, którą potem znaleźliśmy na drodze. Awaria nie unieruchomiła busa, na niższych biegach wydawał jednak nieco dziwny, niepokojący dźwięk.

Postanowiliśmy zjechać do oddalonego o około 20 kilometrów Lidla i tam poszukać jakiegoś mechanika lub kogoś z kanałem, aby móc dokładniej przyjrzeć się usterce. Zostawiłem Kasię w samochodzie i sam poszedłem pytać o mechanika, niestety faktu nie ułatwiała sobota i to, że większość zakładów była zamknięta lub się zamykała.

Po przejściu 2-3 kilometrów dotarłem do mechanika, który był zamknięty. Podjechało pod niego jednak czterech chłopaków, którzy mówili po angielsku i powiedzieli, że mechanik ma być tu za pół godziny. Jeśli chcę to mogę pojechać z nimi i wrócić tu kiedy będzie.

Zgodziłem się na ich propozycję i wspólnie podjechaliśmy pod restaurację, gdzie zostałem zaproszony na obiad. Moi towarzysze zamówili dla siebie oraz dla mnie tradycyjną rumuńską zupę, coś jak flaki – ciorbę. Przyznam szczerze, że to akurat zupa, do której raczej mnie nie ciągnęło. Wiedząc, że to narodowa rumuńska zupa, jadłem ją z grzeczności. Na szczęście moim kompanom też chyba nie zasmakowała, bo powiedzieli, że tu jest jakaś niedobra, nikt z nas więc jej nie skończył.

Chłopaki przyjechali do mechanika ze stolicy regionu Baia Mare. Robert, który był liderem grupy, powiedział, że jeśli chcemy możemy jechać z nimi, dał mi również swój numer telefonu i kazał dzwonić w razie jakichś problemów.

Kiedy pojawił się mechanik, chłopaki odebrali swój samochód, a ja z nim pojechałem na parking pod Lidla. Mechanik tylko zerknął i powiedział, że możemy jechać i to tylko osłona skrzyni biegów. Kazał uważać. Spodziewałem się, że zerknie na samochód trochę dokładniej, bo nie mamy pewności czy to jedyna uszkodzona część. Widocznie się spieszył.

Wesoły Cmentarz

Uznaliśmy, że będziemy jechać w kierunku Węgier. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o Wesoły Cmentarz oraz największy drewniany klasztor na świecie, w miejscowości Săpânța. Wesoły Cmentarz naprawdę robi wrażenie, za jakiś czas przygotujemy o nim osobny artykuł.

Dalej udaliśmy się w kierunku Satu Mare. Po drodze znaleźliśmy jezioro, gdzie kąpali się ludzie. Dojazd był łatwy więc podjechaliśmy do zaparkowanych nieopodal samochodów.

Jezioro wyglądało na czyste, przy brzegu poznałem jeszcze grupę mieszkających w okolicy Węgrów, których zapytałem czy nie znają tu jakiegoś mechanika. Jeden z nich zadzwonił do znajomego, ten jednak był na chrzcinach. Podali mi namiary na zakład znajdujący się w Satu Mare, gdzie pracuje jego znajomy. Mamy udać się tam w poniedziałek. Zdecydowaliśmy, że nad jeziorem zostaniemy dwie noce, które pomogą nam w ogarnięciu rzeczy oraz dojściu do siebie.

Ten dzień nie należał do najbardziej udanych, kiedy mieliśmy się iść kąpać do jeziora wzmógł się wiatr, a na horyzoncie pojawiły się pioruny. Kilka minut później zamknięci w busie musieliśmy przeczekać bardzo dużą burzę.

Padało około godziny, później burza przeszła. Rozłożyliśmy łóżko i poszliśmy przy świetle latarek wymyć się w pobliskim jeziorze.

To był dotychczas najgorszy dzień podczas całego wyjazdu. Przejechaliśmy równo 100 km.

Komentarze

Komentarzy