Eurotrip #10 Polacy w Gagauzji

Gagauzja! Kto z Was słyszał wcześniej o tym miejscu? My przed naszym wyjazdem nie wiedzieliśmy nic na temat autonomicznej republiki będącej częścią Mołdawii. Postanowiliśmy jednak to zmienić!

Pobudka o trzeciej

Wieczorem, kiedy kładliśmy się spać, wydawało się, że burza jednak minęła nas bokiem. W samochodzie było dość duszno, otworzyliśmy więc szyberdach z nadzieją, że jeśli zacznie padać, to nas to obudzi i będziemy mogli go zamknąć. Niestety, deszcz i to dość duży obudził nas tuż przed 3:00. Intensywna ulewa zalała nam część ubrań, które leżały na fotelach. Musieliśmy też odpowiednio zabezpieczyć sprzęt.

Polacy Stepowi

Reszta nocy na szczęście upłynęła nam spokojnie. Wstaliśmy około 7:00 i kiedy powoli zbieraliśmy się ze stacji, zagadał do nas jeden z Gagauzów. Powiedział, że w niedalekim mieście Komrat, będącym stolicą Gagauzji, siedzibę ma polska organizacja i że koniecznie musimy tam jechać.

Niestety, pod adresem, który znaleźliśmy w Internecie nie zastaliśmy nikogo. Zapytałem spotkanego chłopaka o polską organizację albo mieszkających tu Polaków. Powiedział, że nic nie wie na ten temat. Zadzwoniliśmy pod podany na stronie numer i po rozmowie z Panią Ireną, zaprowadził mnie do miejsca, w którym się znajdowała.

Z Panią Ireną spotkaliśmy się w restauracji, obok której mieści się salka, gdzie dzieci, będące członkami Stowarzyszenia Polaków Gagauzji uczą się języka polskiego, tradycji oraz kultury. Oprócz nauki kultury i języka, bardzo ważny jest tu również taniec, a stowarzyszenie prowadzi zespół, który rywalizuje na arenie międzynarodowej. Język i kultura polska zostały tu niemal zapomniane, od powstania stowarzyszenia mocno się jednak odrodziły. Stowarzyszenie istnieje od 2004 roku, a dzieci często mówią lepiej po polsku niż ich rodzice, dzięki nauce w polskiej klasie. Część z nich wyjechała do Polski na studia, w tym roku wyjeżdża kolejna trójka, a ich celem będą… Kielce!

Besalma

Po tym jak pożegnaliśmy się z Panią Ireną, spędziliśmy jeszcze trochę czasu w miejscu naszego spotkania, korzystając ze stałego dostępu do prądu, a następnie udaliśmy się w kierunku niewielkiej miejscowości Besalma, znajdującej się kilka kilometrów na południe od stolicy Gagauzji.

Kiedy podjechaliśmy pod Muzeum Gagauzji, znajdujące się w tej wiosce, okazało się, że właśnie jest zamykane. Panie chciały nas jeszcze wprowadzić, ale powiedzieliśmy żeby się nie kłopotały i przyjedziemy jutro, bo i tak mieliśmy w planach nocleg nad pobliskim jeziorem.

Z muzeum podjechaliśmy do sklepu, gdzie kupiliśmy kwas i pomidory. Odpaliliśmy busa i ruszyliśmy w kierunku jeziora. Niestety, po drodze okazało się, że coś złego stało się z alternatorem i nie mamy ładowania akumulatora, wróciliśmy więc do sklepu, a później pod pobliski bar.

Pierwsze problemy techniczne

Problemem był zablokowany alternator i pasek, który z niego spadł. Z baru wyszedł pan, który powiedział że niedaleko jest master, który naprawia wszystkie samochody w okolicy. Jego żona zaoferowała nam też nocleg za 150 lei (ok. 30 zł) od osoby ze śniadaniem. Z racji, że powoli robiło się późno i nie wiedzieliśmy czy uda się usunąć usterkę i odjechać, zgodziliśmy się. Pierwszy raz podczas tej podróży przyszło nam spać w innym miejscu niż w busie, czujemy się trochę dziwnie.

Przejechaliśmy około kilometra, bocznymi wiejskimi drogami do starszego pana, który od razu wziął się do pomocy. Po zdjęciu alternatora, które nie było wcale takie łatwe, zabrał go do siebie na warsztat i po kilkunastu minutach wrócił. Alternator był odblokowany. Niestety, po zamontowaniu i odpaleniu samochodu okazało się, że ładowania nadal nie ma. Z tego co zrozumiałem jest to kwestia wtyków, których pan mechanik nie ma. Barman, który był z nami cały czas, powiedział, że jutro pojedziemy do Komratu i tam będą mieli te wtyki i wszystko będzie okej.

Około 21:00 wróciliśmy do baru, gdzie zaparkowaliśmy. Pan pokazał nam nasz niewielki pokój oraz łazienkę. Główny atut tego noclegu to zdecydowanie możliwość wzięcia prysznica, nie myliśmy się w normalny sposób już od kilku dni. Mołdawskie jeziora nie są zbyt czyste, nikt w nich nie pływa, więc pozostawało nam jedynie mycie się z baniaka. Tak też byłoby zapewne i dziś. Dość zmęczeni położyliśmy się spać tuż po godzinie 23:00.

Dziś przejechaliśmy 35 kilometrów, był to jednak dość męczący dzień.

Komentarze

Komentarzy