Drugi dzień naszej przygody rozpoczęliśmy pobudką około godziny 6:00. Niemal od razu wyszliśmy obejrzeć jak wygląda okolica w dzień. Sam parking nadal nie wyglądał zbyt dobrze – znajdowało się na nim sporo śmieci, wyrzucanych pewnie podczas imprez przez miejscowych. Samo jezioro okazało się jednak bardzo ciekawe – miało dość niespotykany, jak na Ukrainę, turkusowy kolor.
Dość stromym zejściem udaliśmy się na plażę, gdzie wzięliśmy szybką i mocno orzeźwiającą kąpiel – woda nie była zbyt ciepła. Po spakowaniu rzeczy, udaliśmy się na drugą stronę jeziora. Miejsce zwane Bazaltowymi Kolumnami braliśmy również pod uwagę jako potencjalną miejscówkę noclegową – jest tam jednak trochę trudniejszy dojazd, na który nie zdecydowaliśmy się wczoraj po ciemku.


Bazaltowe Kolumny
Jezioro z tej strony wygląda naprawdę obłędnie, a sama miejscówka noclegowa jest zdecydowanie lepsza i czystsza. Jak się okazało, było już tam zaparkowanych kilka samochodów, w okolicy których rozbitych było około pięciu namiotów. Niedaleko kolumn znajdowało się też kilka innych ładnych miejscówek, nie było do nich jednak bezpośredniego dojazdu samochodem.

W okresie międzywojennym miejscowość ta nosiła nazwę Janowa Dolina i w szczytowym momencie zamieszkiwana była przez ponad 3000 osób. Janowa Dolina była osiedlem pracowniczym, z kinem, domem kultury i innymi tego typu atrakcjami, zaprojektowanym i wbudowanym od podstaw podobnie jak Gdynia. Wioska, która funkcjonowała tu przez powstaniem kopalni bazaltu, swoją nazwę wzięła od króla Jana Kazimierza, który podobno bardzo upodobał sobie te okolice na polowania.

Niestety, Janowa Dolina wiąże się również ze smutną historią stosunków polsko-ukraińskich. W Wielki Piątek 1943 roku doszło tu do krwawej niedzieli, podczas której ukraińskie oddziały UPA brutalnie zamordowały około 700 osób, w tym również kobiety i dzieci.
Tunel Miłości w Klewaniu
Z Bazaltowe udaliśmy się w kierunku oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Klewania. Te kilkadziesiąt kilometrów jechało się dość ciężko ze względu na dużą ilość dziur. W Klewaniu naszym celem był Tunel Miłości – słynne tory kolejowe, obok których znajdują się drzewa tworzące bardzo ciekawy i widowiskowy tunel, który upodobali sobie chętnie odwiedzający go zakochani. Wzdłuż liczącego około 3 kilometrów tunelu, znajduje się sporo przywieszonych na drzewach wstążek z deklaracją uczuć. Jeśli chcielibyście zobaczyć to miejsce na własne oczy, zajrzyjcie do naszego artykułu Tunel Miłości w Klewaniu, gdzie zamieściliśmy więcej zdjęć oraz szereg informacji praktycznych.

Pierogi w barze z jedną butelką wódki
Po wizycie w Klewaniu, udaliśmy się w kierunku Kijowa do upatrzonej przez nas wcześniej w Internecie miejscówki. Po drodze zjedliśmy szybkie śniadanie, składające się ze swojskiej kiełbasy i chleba, które zabraliśmy jeszcze z Polski. Naszym celem było miejsce określone w Google jako „Free Art Village”. Nie wiedzieliśmy kompletnie czego się spodziewać.

Będąc w trasie zjechaliśmy z drogi szybkiego ruchu, do pobliskiej niewielkiej miejscowości w celu znalezienia czegoś do jedzenia. Tym razem świadomi wczorajszej wpadki, uznaliśmy, że nie idziemy do żadnego zbyt dobrze wyglądającego miejsca i jeśli niczego nie znajdziemy, to kupimy coś do jedzenia w sklepie. W małej mieścinie, której nazwy nie pamiętam, gdy zapytaliśmy o cafe-bar wskazano nam znajdujący się tuż obok centrum budynek. W budynku oprócz cafe-baru mieścił się również niewielki samoobsługowy sklep oraz dwa małe sklepiki z tekstyliami.
Po wejściu do samej restauracji byliśmy nieco zaskoczeni – w jednej lodówce znajdowały się tylko piwa, a na barze stała butelka wódki i druga z jakimś innym alkoholem. Pan przed nami kupował wspomnianą właśnie wódkę z zakąską, którą była kanapka z pomidorem i czymś jeszcze. Lokal wyglądał trochę jak zamknięta jadłodajnia i bar, w którym właśnie kończy się asortyment. Takie miejsca właśnie lubię w podróży – jeśli lokalsi jedzą gdzieś na mieście, to raczej tam.
Kiedy zapytaliśmy o jedzenie okazało się, że można kupić tu varenyky z serem i ziemniakami (coś jak nasze pierogi ruskie) oraz mniejsze pierogi pielmieni z mięsem. Zdecydowaliśmy się na obie pozycje, które po kilkunastu minutach wylądowały na naszym stole.
Byliśmy dość mocno wygłodniali, nic dziwnego, że obie potrawy bardzo nam smakowały. W varenykach nie było prawie czuć sera, mogłem więc podkraść ich trochę od Kasi – w zamian oczywiście zaoferowałem część moich pielmieni. Za obie potrawy zapłaciliśmy łącznie 28 hrywien, czyli równo 4 zł. Ponad dziesięciokrotnie mniej niż wczoraj.
Nocleg jak z bajki
Najedzeni ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejne kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy dość dobrą drogą szybkiego ruchu, niestety ostatnie 90 kilometrów pokonaliśmy drogą pełną dziur – przez co pokonanie tego fragmentu zajęło nam ponad dwie godziny.
Około godziny 16:00 dotarliśmy do miejsca docelowego. Wyglądało bardzo dobrze, powiedział bym wręcz, że zbyt dobrze. Na miejscu spotkaliśmy jednego pana, który nim zarządza. Z tego co zrozumieliśmy, buduje on tutaj miejsce w folklorystycznym stylu, gdzie ludzie będą mogli przyjeżdżać np. na wakacje.

Zapytaliśmy się o to, czy możemy przenocować jedną noc na polanie obok rzeki. Na szczęście nie miał nic przeciwko, powiedział również, że woda w rzece jest czysta i można w niej pływać.
Szybko rozłożyliśmy nasze łóżko w busie, przygotowaliśmy też stół i kuchenkę niezbędną do przygotowania dzisiejszej kolacji. Dziś zdecydowaliśmy się na bardzo szybkie płatki owsiane z rodzynkami, suszoną żurawiną i wiórkami kokosowymi.

Po jedzeniu poszliśmy popływać trochę w rzece, która kilka metrów od brzegu nie miała mocnego nurtu oraz była dość płytka (ok. 160 cm). Podczas kąpieli w pobliskich zaroślach towarzyszyły nam różne gatunki ptaków. W wodzie było też dużo małych oraz, sądząc po pluskaniu, również większych ryb. Miejsce to jest naprawdę sielankowe, przypomniało mi nieco nasz ostatni majowy wyjazd nad Jezioro Jeziorak.

Woda z baniaka pozwoliła nam na umycie zębów oraz dalszą toaletę. Wstępnie spakowaliśmy również rzeczy, które wyciągnęliśmy z szuflady. Po wszystkim, około 19:00, ja przystąpiłem do pisania relacji, a Kasia do montażu vlogów.
Podsumowanie
Dziś przejechaliśmy 267 kilometrów. Jutro musimy wstać jeszcze wcześniej. O ósmej jesteśmy umówieni w Kijowie z Olegiem, przewodnikiem z Chernobyl Adventure, z którym wjedziemy do ZONY. Do miejsca spotkania mamy około 150 kilometrów, wiedząc czego możemy spodziewać się po ukraińskich drogach, musimy wyjechać więc około 5:00 rano.

