RoadTrip Olimp: Dzień 28, 29, 30

Dni na Erasmusie lecą bardzo szybko. Zanim spostrzegliśmy, byliśmy już nie tylko na półmetku, ale już prawie na końcówce wymiany młodzieżowej. Wszystkie dni sporo się od siebie różnią, ale ze względu na stałe godziny i powtarzalność zajęć potrafią się między sobą zacierać.

Dzień 28

Ten dzień zaczęliśmy dość aktywnie. Początkowo Phill i Neeigle poprowadzili warsztaty z tańca hip-hop. Później kontynuowaliśmy aktywności grając w Alternative Dodgeball, czyli alternatywną wersję angielskiego zbijaka. Alternatywną, ponieważ celem gry nie było zbicie drużyny przeciwników, ale zdobycie gola (drużyny dzieliły się na dwie części, jedna część grała w polu druga była żywą bramką) przez wrzucenie piłki między zawodników przeciwnej drużyny tworzących bramkę.

Gra mogła przypominać nieco piłkę ręczną, ponieważ tak jak w piłce ręcznej można było zrobić tylko trzy kroki, a następnie należało podać lub strzelać. Niestety plac, na którym graliśmy był zbyt mały, a gra zrobiła się trochę agresywna i niebezpieczna. W jej wyniku kontuzji doznało dwóch Anglików oraz Asia. Asi przegięła się trochę ręka, jak się okazało nie było to jednak nic poważnego, podobnie było w przypadku jednego z Anglików. Drugi (Neeigle, który prowadził wcześniej zajęcia z tańca) niestety zrobił sobie coś w kostkę, co skutkowało tym, że nie mógł później chodzić. Prowadząca – Alex powiedziała, że zajmie się poszkodowanymi i jeżeli będzie potrzeba to wezwie ludzi z ubezpieczalni.

Po obiedzie przyszedł czas na jedne z najciekawszych zajęć planowanych na całą wymianę – body art! Pięciu ochotników zgłosiło się do tego, aby zostać pomalowanym. Wśród nich znaleźli się Asia i Maciek. Ja byłem malowany w zeszłym roku jako jedyny z polskiej grupy.

Malunki znajdujące się na Maćku zdecydowanie biły na głowę pozostałe grupy. Miał szczęście i trafił na Neeigla, który zawodowo zajmuje się uczeniem rysunku w jednej z angielskich szkół. Przy malowaniu z pewnością wszyscy bawili się świetnie, po wszystkim trzeba było wykonać jeszcze serię kreatywnych zdjęć. Malunki miał być związane ze zdrowym trybem życia lub sportem.

Wieczorem odbywała się rumuńska noc kulturowa. Rumunii przygotowali krótką prezentację, swoje tańce oraz bardzo okazały stół pełen domowych wyrobów, takich jak dżemy czy domowa czekolada. Mi osobiście najbardziej smakowała pasta z chilli, która była ostra, ale w przeciwieństwie do węgierskich past nie była słony (więcej Co kupić na Węgrzech? Najpopularniejsze węgierskie produkty). Oprócz domowych wyrobów na rumuńskim stole znalazły się też wina i słodycze firmy ROM.

Dzień 29

Zajęcia 29 dnia rozpoczęliśmy od wypisywania na kartkach najbardziej zdrowych oraz najbardziej niezdrowych naszym zdaniem produktów. Po wypisaniu najbardziej zdrowych produktów mieliśmy sami podzielić się na cztery grupy (które nie musiały być równe) zajmujące się opisaniem: mięsa, warzyw, owoców oraz pozostałych produktów. Ja oczywiście dołączyłem do grupy zajmującej się mięsem.

Po opracowaniu zagadnień udaliśmy się na niewielki plac przed pokojami, gdzie mieliśmy zagrać w jedną z przygotowanych przez Alex gier. Snake, czyli Wąż to prosta gra, w którą grałem tu już w zeszłym roku. Ze względu na wczorajsze kontuzje, Alex zdecydowała się jednak ją trochę zmodyfikować, gra była więc mniej dynamiczna, ale również bezpieczniejsza. Zostałem poproszony, aby być sędzią, tym razem dostałem jednak pewne instrukcje. Podczas pierwszej połowy miałem sędziować sprawiedliwie, podczas drugiej natomiast miałem wybrać sobie jeden zespół, który będę ewidentnie faworyzował.

Cała gra polegała na tym, że stworzone były cztery węże z ludzi, które miały na siebie wzajemnie polować. Każdy wąż, miał przód, którym mógł odgryzać po kawałku (czyli po jednej osobie) inne węże z tyłu, musząc jednocześnie bronić swojej ostatniej osoby.

Gra w pierwszej części przebiegała bardzo sprawnie. W drugiej, ze względu na faworyzowanie jednego zespołu zrobił się spory chaos. Niektórzy podnosili protesty, odesłałem więc np. Maćka na ławkę kar. Michał, który był częścią faworyzowanego węża, szybko zauważył, że moim zadaniem jest ich wspierać. Nie było to dziwne, bo wyciągałem osoby z innych węży, które nie zostały dotknięte albo nie pozwalałem na zabieranie ludzi z faworyzowanego przeze mnie węża pod pozorem fauli i łamania zasad przez innych. Mój wąż wspierany był też przeze mnie okrzykami typu „go go”, a po udanych akcjach przybijaliśmy sobie „piątkę”.

Po zakończeniu gry rozmawialiśmy o tym, jak uczestnicy czuli się podczas gry. Alex powiedziała też, że moim celem w drugiej części było wspieranie jednego zespołu. W ten sposób gra miała pokazać to, że życie nie zawsze jest sprawiedliwe, a o zwycięstwie czasem nie stanowią umiejętności tylko wsparcie od kogoś innego. To, co dla jednych będzie fair (moje niedokładne sędziowanie nie przeszkadzało zespołowi, który otrzymywał wsparcie) dla innych już nie musi takie być.

Po południu zostaliśmy podzieleni na grupy, które miały przygotować własne gry wraz z całą dokumentacją, plakatem i opisem. Gry miały poruszać jakieś problemy społeczne, a po każdej z nich miała być przeprowadzona rozmowa. Należało określić ilość graczy, dokładny czas trwania poszczególnych elementów (energizera, instrukcji, gry i debrief’u), przygotowania, jakie mają zostać poczynione przed grą, potrzebne materiały, cele, jakie gra ma spełniać, opis gry, szczegółową instrukcję, a także debrief questions – pytania, które mają na celu stwierdzić, czego uczestnicy nauczyli się podczas gry i czy ich odpowiedzi są zgodne z postawionymi celami. Miały to być najtrudniejsze zajęcia na projekcie, ale poszły wyjątkowo sprawnie i prawie wszyscy zrobili punkty przeznaczone na ten dzień jeszcze przed kolacją. Po kolacji pracowała jeszcze tylko grupa Kasi i Michała, ale ich gra była dość skomplikowana i zawierała wiele elementów, które musieli wcześniej przygotować.

Wieczorem odbywał się wieczór angielski. Zaczęliśmy od hymnu, krótkiej prezentacji i picia herbaty, aby następnie przejść do przygotowanych niedaleko stolików, które miały przedstawiać angielski bar. Pomysł był bardzo fajny, wyspiarze przygotowali rybę (część popularnego w Wielkiej Brytanii fish & chips), grillowane pałki z kurczaka z musztardą, czipsy oraz angielskie piwo i koktajle z alkoholem i bez alkoholu. W międzyczasie przeprowadzili quiz dotyczący ich kraju.

Dzień 30

To już 30 dni od naszego wyjazdu! Zleciało w mgnieniu oka. Dzisiejsze aktywności zaczęliśmy od kończenia przygotowań do tworzonych przez nas gier, które rozpoczęliśmy dzień wcześniej. Po około godzinie przyszedł czas na wdrażanie.

Małżeństwo i Śmierć

[TU WIECZOREM 8 sierpnia pojawią się zdjęcia]

Na pierwszy ogień poszła grupa Klaudii, która przygotowała grę Małżeństwo i Śmierć. Gra była trochę podobna do papier, kamień, nożyce z tym, że odbywała się drużynowo i był w niej wprowadzony element biegania. Wszyscy zostali podzieleni na dwa zespoły, każdy zespół musiał wybrać jedną z trzech postaci, a następnie w zależności od wyboru przeciwnika gonić go lub uciekać. W grze dostępne były 3 postaci: potwór (pokonywał księżniczkę, przegrywał z rycerzem), rycerz (pokonywał potwora, przegrywał z księżniczką) oraz księżniczka (pokonywała rycerza, przegrywała z potworem).

Niewidomi na boisku

Przed obiadem zdążyliśmy zaimplementować jeszcze jedną grę – tym razem drużyny, w której znajdowała się Ola z Maćkiem. Niestety nie pamiętam nazwy gry, ale polegała ona na tym, że uczestnicy byli podzieleni na dwa zespoły, w ramach których zrobione były pary. Jeden zawodnik z każdej pary miał zawiązane oczy. Celem jednego zespołu było przebiec po boisku tak, aby znaleźć się w każdym z rogów. Celem drugiej drużyny było zbicie za pomocą piłek przebiegających. Cały haczyk polegał na tym, że rzucać mogła jedynie osoba z zawiązanymi oczami. W rogach boiska znajdowały się strefy bezpieczeństwa, gdzie nie można było zostać zbitym. Gra miała przedstawiać między innymi problemy osób z niepełnosprawnością oraz pokazywać, że dzięki współpracy i pomocy takim osobom mogą onie uczestniczyć w różnych aktywnościach.

Po dwóch grach udaliśmy się na obiad, na którym były frytki oraz bułgarskie mielone kotlety – kofte. Na deser, jak niemal na co drugi dzień był arbuz, który jest świetnym owocem na panujące tu upały.

Blind Treasure Hunt

Po obiedzie graliśmy w kolejną grę. Tym razem grę przygotowała grupa Kasi i Michała. W grze podzieleni byliśmy na kilka czteroosobowych grup. Naszym celem było znajdowanie przedmiotów pochowanych na terenie ośrodka, na podstawie wskazówek, jakie otrzymaliśmy na kartkach. Jedna osoba z zespołu miała przewiązane oczy. Gra nie szła nam (mojemu zespołowi) najlepiej, ponieważ inny team zabrał jeden z naszych przedmiotów (do którego dojścia mieliśmy wskazówki). Kiedy po zamianie ja miałem zawiązane oczy poprosiłem, aby zostawili mnie samego w pokoju spotkań i sami poszli szukać reszty rzeczy. Jako, że miałem zawiązane oczy nie chciałem spowalniać innych. Niestety to też nie pomogło, bo zaraz po tym inny zespół znalazł wszystko. Ostatnią rzeczą, a właściwie osobą, którą trzeba było znaleźć była Alex – prowadząca zajęcia, która została ukryta w naszym busie.

Water Run na plaży

Jako ostatnią tego dnia implementowaliśmy grę grupy, w której znajdowałem się ja i Asia. Gra nosiła nazwę Water Run (Wodny Bieg) i odbywała się na plaży. Ludzie zostali podzieleni na cztery zespoły, których celem było wypełnienie pojemników z wodą za pomocą różnych przedmiotów. Gra miała stawiać na rozwój pracy w grupie oraz komunikację. Gra trochę nam nie wyszła (jeden z członków naszego zespołu wywrócił przypadkiem miskę napełnianą przez jedną z drużyn, a następnie mówił, że nie weźmie za to odpowiedzialności). Mimo wszystko niektórym gra bardzo się podobała. Po podsumowaniu udaliśmy się wszyscy popływać w morzu, które tego dnia było bardzo spokojne.

Wieczór

Po powrocie z plaży, wspólnie z Kasią postanowiliśmy popływać jeszcze trochę w basenie. Pozostali w tym czasie szykowali się do wyjazdu do Warny. Gosia, Michał, Asia i Maciek pojechali wcześniej omijając kolację, Klaudia z Olą wyruszyły po zjedzonej z nami kolacji. My z Kasią nie chcieliśmy jechać, ponieważ mieliśmy jeszcze trochę pracy, a byliśmy już w Warnie w zeszłym roku. Reszta ekipy pojechała na miasto komunikacją miejską (wcześniej kazałem im zapoznać się z naszym artykułem Komunikacja miejska w Warnie). Ustaliliśmy też, że jeśli będą chcieli wracać po godzinie 23 (kiedy nie będzie już autobusów) to żeby zadzwonili do mnie, a po nich przyjadę.

Tego dnia poszedłem spać wyjątkowo wcześnie (około 22), kwadrans przed północą zbudził mnie jednak telefon. Po zebraniu się i wyruszeniu na miejscu byłem po około 40 minutach. Kilkanaście minut poczekałem jeszcze na wszystkich na miejscu zbiórki, a później udaliśmy się do hotelu.

Komentarze

Komentarzy