RoadTrip Olimp: Dzień 2 (Budapeszt c.d i nocleg nad Dunajem)

Drugi dzień naszej wyprawy rozpoczęliśmy od pobudki około godziny 8:00. Wojtek z Kasią, mimo iż spali w samochodzie przy dość ruchliwej i głośnej ulicy (tuż obok mieściła się dyskoteka, a na samej ulicy muzykę słychać było do około godziny 4 rano) wyspali się dobrze. Pozostała część ekipy spała u Zbigniewa.

Po śniadaniu składającego się z kanapek z dżemem wyruszyliśmy na zwiedzanie dalszej części miasta. Jeszcze wcześniej na mszę wybrali się Michał, Klaudia i Gosia. Tym razem naszym celem była część miasta od strony Placu Bohaterów. Pierwszym punktem na trasie naszego zwiedzania była Opera, której gmach obejrzeliśmy z zewnątrz oraz z hallu.

Przy Operze weszliśmy też do stacji najstarszej linii metra na kontynentalnej części Europy – żółtej, zbudowanej z okazji tysiąclecia państwa węgierskiego w 1896 roku (więcej o komunikacji miejskiej w Budapeszcie przeczytać możecie tutaj). Z racji, że od celu naszej podróży dzieliło nas kilkanaście minut piechotą, nie zdecydowaliśmy się na przejazd. Woleliśmy przejść aleją Andrássy, która od 2002 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO (wraz z żółtą linią metra).

Aleja zakończona jest Placem Bohaterów, gdzie znajdują się najważniejsze postaci w historii Węgier. Plac powstał w 1896 roku z okazji tysiąclecia istnienia państwa węgierskiego i był bramą do miejsca, gdzie odbywało się święto z tej okazji.

Na Placu Bohaterów znajduje się również polski akcent – figura króla Ludwika Węgierskiego, który był również królem Węgier, gdzie znany jest jako Ludwik Wielki (Nagy Lajos).

Król Ludwik Węgierski

Polski Król Ludwik Węgierski na Placu Bohaterów w Budapeszcie.

Tuż obok znajduje się Park Miejski z okazałym zamkiem Vajdahunyad, który zbudowany został nie z innego powodu jak tysiąclecie państwa. Zamek początkowo zbudowany był z drewna, ze względu na dobre przyjęcie przez mieszkańców postanowiono ostatecznie zbudować go z trwałych materiałów. Zamek symbolizuje sobą wiele różnych budowli z terenu Wielkich Węgier. Przez jednych jest uwielbiany, inni natomiast za nim nie przepadają, ponieważ jest według nich kiczowaty (posiada między innymi opuszczoną bramę, która wykonana jest z drewna i jest tylko atrapą). Przy zamku znajduje się również figura węgierskiego Gala Anonima – Anonymousa.

Następnie odpoczęliśmy nieco w parku nad wodą i udaliśmy się obejrzeć majestatyczny budynek term Széchenyiego.

Michał, Ola, Asia, Gosia, Klaudia, Kasia i Zbigniew.

Nasz gospodarz Zbigniew.

Kolejnym naszym krokiem było udanie się do miejsca, gdzie będziemy mogli zakupić Langosz. Langosze to ciasto z mąki pszennej, mleka, cukru i drożdży smażone na głębokim oleju. Podawane są zazwyczaj w formie płaskich półokrągłych placków z dodatkami takimi jak śmietana, starty ser, cebula czy szynka. My zdecydowaliśmy się na dwa ze śmietaną (Tejfolos), jeden z serem (Sajtos) oraz jeden bez dodatków. Jest to jedno z najbardziej popularnych dań węgierskich.

Kolejnym naszym krokiem było udanie się do mieszkania Zygmunta, zabranie stamtąd rzeczy i wyruszenie w kierunku granicy z Chorwacją. W planach było przejechanie około 150 kilometrów i nocleg nad Dunajem, w okolicach Parku Narodowego Dunaj-Drawa. Pakowanie i układanie rzeczy poszło wyjątkowo sprawnie, w bagażniku zrobiło się trochę więcej miejsca. Pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę około godziny 15:00.

Mniej więcej po trzech godzinach drogi dotarliśmy do miejsca, które wcześniej znaleźliśmy za pomocą map Google. Miejsce to było dość tłoczne. Nic dziwnego, w końcu była niedziela, a wtedy wszyscy zazwyczaj bardzo chętnie odwiedzają plaże i kąpieliska. Widać było, że coraz więcej ludzi odjeżdża z tego miejsca, postanowiliśmy więc trochę poczekać z robieniem kolacji i rozbijaniem obozu. Postanowiliśmy udać się na plażę i zażyć kąpieli w Dunaju, który w tym miejscu jest dość płytki i ma spokojny nurt, czym przyciąga wielu ludzi (niedaleko miejsca naszego noclegu jest osiedle domków letniskowych położonych niemal nad samym brzegiem rzeki).

Ola, Gosia, Michał, Wojtek, Asia i Klaudia na tle wspaniałego krajobrazu 😉

Po kąpieli, kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi postanowiliśmy przygotować kolację i rozbić obozowisko. Tym razem oprócz dżemu jedliśmy też kanapki z pasztetem, ogórkiem i prażoną cebulą (wg autorskiego przepisu naszego szefa kuchni Klaudii). Kiedy przyszło do rozbijania namiotów Gosia, Asia i Ola zaproponowała spanie na plaży bez namiotów. Nieco sceptyczna do tego pomysłu była Klaudia, która ostatecznie wpadła na pomysł, aby spać na przypiętych do brzegu łódkach rybackich. Pomysł ten spotkał się z aprobatą Michała, Gosi i Asi i cała czwórka udała się spać właśnie tam. Wojtek z Kasią spali jak zawsze w samochodzie, a Ola zdecydowała się ostatecznie na namiot.

Dzisiejsze miejsce noclegu części ekipy.

Asia, Michał, Gosia i Klaudia w swoich łódkach.

Tego dnia przejechaliśmy 185 kilometrów i położyliśmy się spać około godziny 22:00. W planach na kolejny dzień przekroczenie granicy węgiersko-chorwackiej oraz chorwcko-bośniackiej i podjechanie w okolice Sarajewa.

Na okres naszej podróży przez Bośnię, Czarnogórę, Albanię i Kosowo lokalizator GPS będzie wyłączony, ze względu na wysokie koszty przesyłu danych w tych krajach. Co kilka godzin w miarę dostępu do Internetu będziemy jednak wprowadzać naszą pozycję ręcznie. Każdego dnia będziemy jednak, tak jak dotychczas, publikować relację z wyprawy na stronie. Ze względu na możliwe problemy z dostępem do Internetu relacja nie zawsze będzie pojawiać się w godzinach porannych.

<<< Relacja z poprzedniego dnia

Relacja z kolejnego dnia >>>

Komentarze

Komentarzy