Nasze doświadczenia z policją i strażą graniczną podczas pierwszej wyprawy

Wyruszając w nasz pierwszy Road Trip jednym z pytań jakie sobie zadawaliśmy było „jak będzie reagować na nas policja i straż graniczna?”, w końcu bus rzucał się w oczy i na pewno przyciągał uwagę co w kontekście wyżej wymienionych służb wcale nie musiało być dobre.

Spotkania z policją w poszczególnych krajach

ważenie samochodu w Austrii

2700 kg wskazywała waga zaraz po przekroczeniu granicy Czech i Austrii

AUSTRIA
Pierwszy kontakt z mundurowymi mieliśmy w zaraz po przekroczeniu granicy Czesko – Austriackiej. Na widok wyciągniętego lizaka serce zabiło mocniej mimo, iż nie mieliśmy nic na sumieniu. Pewnie przez obraz drogówki u nas w kraju. Utarło się w końcu u nas przeświadczenie, że jeśli policjant chce to będzie szukał tak długo, aż coś się znajdzie, w myśl żywej jeszcze przez wiele lat po 89′ roku PRLowskiej maksymy „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Austriak który przeprowadzał kontrolę okazał się bardzo miły i pozytywnie do nas nastawiony. Zerknął na dokumenty samochodu i spytał czy mamy paszporty oraz o nasze wakacyjne plany. Gdy dowiedział się, że mamy zamiar odwiedzić wszystkie kraje, których flagi widnieją na lewej stronie naszego busa był pod wrażeniem i życzył powodzenia oraz polecał przestrzegać prawa i przepisów. W Austrii zostaliśmy też zważeni, waga wskazywała 2700 kg i mogliśmy ruszać dalej.

WŁOCHY
We Włoszech nie mieliśmy żadnych kontroli policyjnych, oprócz krótkiej konwersacji zainicjowanej przez nas (w Padwie pytaliśmy o drogę do centrum).

MONAKO
Mieliśmy kontrolę policyjną tuż po wjeździe do Monako. Zostaliśmy poproszeni o dokumenty samochodu i spytani czy jesteśmy na wakacjach. Policjanci byli bardzo mili i wszyscy (Ci którzy skończyli kontrolować inny pojazd) obok oglądali z zaciekawieniem naszego busa. Widać było, jednak że oglądają go z powodu ciekawości a nie w celu nałożenia mandatu (nie były sprawdzane światła, czy jakieś wyposażenie auta). Jeden z mundurowych był bardzo zaskoczony widokiem gałki do CB Radia i pytał czy to walkie-talkie. Na koniec poradzili nam abyśmy nie kierowali się na zachodnią część miasta gdzie na obrzeżach będziemy mogli zaparkować ponieważ jesteśmy za wysocy na wszystkie podziemne parkingi które znajdują się bliżej centrum Monte Carlo.

FRANCJA
Nie spotkaliśmy chyba żadnego francuskiego policjanta, a strażnicy graniczni na granicy z Andorą nie kazali nam się nawet zatrzymywać.

ANDORA
Mieliśmy kontakt jedynie chyba ze strażą graniczną, która nas nie zatrzymywała (Andora jest dużo tańsza od Francji i Hiszpanii więc to z Andory wywozi się różne towary a nie odwrotnie, straż graniczna nie ma więc w interesie łapania osób które chcą wywieść więcej alkoholu czy papierosów z ich kraju)

HISZPANIA
Na granicy Andory i Hiszpanii mieliśmy pierwszą i jedyną poważniejszą kontrolę graniczną podczas RT no. 1. Pokazaliśmy paszporty oraz dokumenty samochodu. Zostaliśmy spytani o cel podróży oraz poproszeni o otwarcie klapy bagażnika i spytani czy przewozimy jakiś alkohol lub papierosy. Celnik tylko zerknął na upchane z tyłu bagaże, nie kazał nic wyciągać ani otwierać i powiedział, że możemy jechać. Kontrola trwała kilka minut, a mundurowi byli bardzo przyjaźnie nastawieni.

Hiszpańscy policjanci z którymi mieliśmy kontakt okazali się bardzo mili. W Barcelonie niestety bezskutecznie próbowali nam  pomóc w znalezieniu parkingu (jest ich sporo, ale większość podziemnych do 1,9m wysokości). W Elche natomiast policjanci zapytani o drogę do Gaju Palmowego, która jak się później okazało nie była zbyt prosta i bez ich pomocy pewnie ciężko było by tam trafić powiedzieli tylko „Follow me” i eskortowali nas na miejsce.

PORTUGALIA
W Portugalii mieliśmy kontakt z policją dwa razy. Pierwszy raz kilkanaście kilometrów od Przylądka Świętego Wincentego około godziny 1:00 w nocy kiedy to patrol policji przyjechał i łamaną angielszczyzną mówił, że nie możemy tu nocować i mamy jechać na camping. Byliśmy rozłożeni w takim miejscu, że nie było widać nas z drogi, więc musiała to być interwencja na skutek jakiegoś zgłoszenia. Rozkładaliśmy się wtedy w okolicach północy (wcześniej robiliśmy długie pranie w pralni obok marketu), w zasięgu wzroku był jeden dom na górce około 300 metrów dalej i to pewnie tam musieli zauważyć nasze światła i dokonać zgłoszenia. Policjanci powiedzieli, że przyjadą za godzinę i mówili żeby nas już wtedy nie było. Musieliśmy więc opuścić nasze obozowisko, pozytywnym w tym kontekście był oczywiście brak jakiegokolwiek mandatu, a za coś pewnie można by go dać. Drugi raz widzieliśmy policję natomiast w Porto gdzie zwiedzając miasto pieszo spytaliśmy ich o drogę do słynnego Imperial McDonalds, który znajdował się przysłonięty przez drzewa niemal tuż obok.

Podsumowanie

Generalnie podczas naszej pierwszej podróży odnieśliśmy wrażenie, że policja na zachodzie europy jest traktowana nieco inaczej niż u nas. Nie ma tam chyba takiego dystansu między mundurowymi, a zwykłymi ludźmi. Wynika to pewnie z tego, że u nas i w innych krajach które były częścią bloku wschodniego milicjanci mogli czuć się kimś lepszym wobec reszty społeczeństwa, mieli dużą władzę która często była nadużywana, a same służby mundurowe na polecenie władz często zwracały się przeciw własnemu społeczeństwu.

Ciekawym aspektem jest również to, że przez całą naszą podróż nie spotkaliśmy odpowiedników drogówki, którzy robili by rutynowe kontrole.

Komentarze

Komentarzy